![]() |
![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() |
Angol na czeskim filmie, czyli Sylwester w Pradze oczami Hypno | ||
|
...ciąg dalszy artykułu „Zacznijmy to tak jak trzeba, ok?” – jak pomyślał, tak zrobił. Wstajemy później niż zwykle i kierujemy swe pierwsze kroki do Thirsty Dog (ang. - spragniony pies) w celu zjedzenia „typowego angielskiego śniadania”. W moim przekonaniu mimo całej tej wrzawy panującej wokół zdrowego odżywiania oraz ogólnej żądzy posiadania smukłych sylwetek itp. – ciągle nie ma nic bardziej kojącego niż widok (i konsumpcja) 2 jajek, 2 plasterków bekonu, grzybów, hash browna (rodzaj placka ziemniaczanego – przyp. tł.), pomidora i – co najważniejsze – 2 oryginalnych kiełbasek Lincolnshire, z towarzyszącym wszystkiemu tostem i filiżanką Earl Grey. Zjedzenie takiej porcji – ku zaskoczeniu kelnerki – nie sprawia mi żadnego kłopotu. Wkrótce opuszczamy lokal wychodząc na spotkanie z chłopakami z Silicone Soul i ze szkocką whisky. Oni także przyjechali tutaj na Hogmany (Nowy Rok po szkocku) w celu zagrania na imprezie organizowanej – uwaga! – w centrum handlowym. Pomysł niezły, zwłaszcza, że sprzedano już ponad 2500 biletów i zapowiada się, że będzie to największa impreza tej nocy. Po kilku głębszych bierzemy taksówkę do „Trójki”, gdzie testujemy nowe nagłośnienie i wznosimy kolejne toasty. W takim tempie, przed nadejściem „wielkiego momentu” będę już śpiewał do porcelanowego mikrofonu. Muszę użyć specjalnych umiejętności didżejskich, aby dotrwać do swego setu, który zaplanowany jest na godziny 2:30-4:00. Dźwięk w klubie jest mocno wypasiony, a te świtała, o których wspominałem wcześniej, zapierają dech w piersiach. Teraz potrzebujemy tylko ludzi… i więcej wódki. Wszystkie nasze obawy pryskają przed 22:00, głównie za sprawą wzmożonej przyjacielskiej konsumpcji alkoholu i ilości osób przewijających się przez bramkę. Około godziny 23:00 cały klub już się bawi, a Mark Parody przygotowuje się do przejęcia nad nim pełnej kontroli. Mark lekko funkuje, miksując mocno zbasowane numery z lekką nutką breakbeatu. O północy ręce idą w górę wraz z przeróbką kawałka Derricka May’a „Strings of Life” zrobioną przez Danny’ego Krivita - bosko! Najwyższy czas obadać poczynania Silicone Soul, więc zmykamy do centrum handlowego. Mateo i ja wyskakujemy zza rogu, omijamy ochronę i patrzymy, co jest w środku grane. Impreza jest potężna, a Szkoci dają swój noworoczny popis opróżniając kolejne już z rzędu szklanki whisky i coli. Dookoła, przy głośnej muzyce płynącej z kolumn, bawi się przynajmniej ze 3 tysiące osób. Dobra, starczy! Przecież mam pracować. Patrzę na zegarek i widzę, że muszę się zbierać. Godzina 2:15 - mam 15 minut, aby przetransportować się do „3” na swój występ. Pierwszą rzeczą, która uderza mnie po przyjeździe jest panująca wewnątrz gorąca atmosfera. Mark ciągle gra, a Charlie One śpiewa i tańczy jak opętana. Wygląda na to, że wszyscy świetnie się bawią. Na scenie jest - obok didżejów - co najmniej 30 osób, a ja jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem. Przedstawienie czas zacząć! Grzebiąc w swoim case’ie decyduję się otworzyć kawałkiem mającym wiele wspólnego z miejscem, w którym gram – „Magic City Prague” autorstwa czeskiego bohatera – Significant Other. [Poprzednia strona] [Następna strona] |
| Projekt i wykonanie: Sebastian Napora :: Wszelkie prawa zastrzeżone © 2003-2006 Sound Revolt |