Switch to English versionStrona główna serwisuArtykułyWywiady z producentami i didżejamiRecenzje CD i winyliNowe wydawnictwaProducenci i didżejeImprezy, na które warto się wybraćForum dyskusyjneSety didżejskie do pobraniaGaleria zdjęćSłownik Pojęć ElektronicznychStopka Redakcyjna
Podsumowanie 2007

Tekst: Adam Słowiński

Jaki był rok 2007? Dla jednych nudny i pozbawiony przełomów, dla drugich wyjątkowo ciekawy i naszpikowany wydarzeniami. Na pewno nie sposób się zgodzić z „Mix Magiem“, który na jednej ze swoich okładek obwieścił światu, że był to najlepszy rok dla muzyki tanecznej w całej jej historii. Jednak daleko mu też było do bycia najgorszym i najnudniejszym. Najciekawsze wydawały się być coraz to dalej idące przemiany w sposobie, w jakim kupujemy muzykę i gdzie ją kupujemy. Rewolucja internetowa – która wciąż trwa, jeśli ktoś o tym zdążył zapomnieć - zmieniła przemysł muzyczny w jeszcze większym stopniu, niż w latach poprzednich. Płyty winylowe bardziej niż kiedykolwiek zostały zepchnięte na drugi plan przez o wiele tańsze, łatwiej i szybciej dostępne nośniki cyfrowe. Beatport stał się najpopularniejszym źródłem do nabywania muzyki, z którego - praktycznie codziennie - korzystają rzesze zwykłych słuchaczy, DJ-ów i producentów z całego świata. Co dziwić w żaden sposób nie powinno, nigdy bowiem w jednym miejscu, na wyciągnięcie palca nie mieliśmy tak ogromnego wyboru dobrych, jak i skrajnie beznadziejnych brzmień. Skorzystali na tym niewątpliwie zwykli nabywcy muzyki, ale straciły labele i dystrybutorzy, którym nie udało się dostosować do nowej rzeczywistości w odpowiedni sposób, przez co padali kolejno z wręcz zadziwiającą częstotliwością.

Na scenie muzycznej faktycznie większych rewolucji nie było, ale o paru ciekawych zjawiskach wspomnieć należy. Dubstep coraz śmielej i dalej wykracza poza granice Londynu, przy okazji zdobywając coraz więcej amatorów nie tylko dzięki doskonałym produkcjom Shackletona i Buriala, ale również dzięki – w przypadku tego pierwszego przynajmniej - równie dobrymi remiksami autorstwa gwiazd techno. Berlin coraz wyraźniej obiera nową muzyczną drogę. Zamienia powoli, ale w dość wyraźny sposób futurystyczne, okrojone techno – słowo na „m” jest już passe podobno - na zdecydowanie bardziej przyjazne dla ucha, bardziej konwencjonalne i cieplejsze odmiany techno i house’u. Ten drugi gatunek w 2007 roku przeszedł nawet kolejną, małą metamorfozę i zrobił z ekipy Innervisions i Efdemina liczące się postacie na scenie dance. Tech house’owym regionom muzyki tanecznej po raz pierwszy udało się zaistnieć w komercyjnych kręgach dzięki kawałkowi, który obok „Ribcage” najbardziej podzielił wszystkich w 2007 roku. Mowa oczywiście o „Heater”.

Nie sposób nie wspomnieć również o zeszłorocznych dokonaniach Polaków. Nasza rodzima czołówka producencka – Jacek Sienkiewicz, SLG, 3 Channels i Marcin Czubala – odniosła niemałe sukcesy, wydając wyłącznie mocne i szeroko chwalone pozycje na liczących się wytwórniach światowej klasy. Oby 2008 był równie dobry, czego im oczywiście serdecznie życzymy.


Najlepszy Album Autorski
album cover

Tekst: Łukasz Napora

Wśród wszystkich albumów autorskich wydanych w 2007 roku szukaliśmy głównie takich, które wyszły przed szereg pod względem stylu i formy. Szukaliśmy artystów, którzy starali się odświeżać zatęchłą nieco atmosferę i wskazywać ciekawe, nowe drogi rozwoju muzyki elektronicznej. To kryterium spełniają wszystkie propozycje z Top 5 za wyjątkiem albumu Pierce’a, który idzie dobrze znanym i przetartym minimalowym szlakiem, ale nie sposób było nie docenić gracji, z jaką stawia swoje kroki.

Zwyciężył genialny „This Bliss“. Delikatne techno z pięknymi melodiami to oczywiście żadna nowość, ale tam gdzie jedni producenci prowadzą słuchacza do znużenia, katując te same patenty, Pantha Du Prince zaskakuje niezwykłą konstrukcją zarówno poszczególnych utworów, jak i albumu jako całości.

Objawieniem nr 2 był Andrea Sartori ze swoim debiutem na Persona Records. Niewiele brakowało, by to „Il Tagliacode“ otrzymał palmę pierwszeństwa. To doskonała płyta mieszająca style i budząca podziw wśród ludzi, którzy mają oczy i uszy otwarte na coś więcej niż tylko świat muzyki elektronicznej.

Znamy wiele połączeń popu z muzyką taneczną – czasem są to lekkie, chwytliwe piosenki, czasem electro szmiry jadące na najnowszych trendach. Nie wyczerpaliśmy oczywiście listy, ale trzeba przyznać, że podejście Matthew Deara do powyższego tematu odbiega od tego, do czego zdążyliśmy przywyknąć. „Asa Breed“ nie jest prostacką próbą wyjścia z minimalu i techno na szerokie, komercyjne wody. Alternatywny duch artysty, który zaczynał od Detroit, obecny jest w każdej minucie albumu.

Mistrz produkcji Gui Boratto pokazał, co oznacza perfekcja. Ogromne, studyjne doświadczenie Brazylijczyka zaowocowało krystalicznym brzmieniem, szerokim wachlarzem środków wyrazu i wyśmienitym wyczuciem w budowaniu cudownych melodii. „Chromophobia“ to album kompletny pod każdym względem.

Pantha Du Prince - This Bliss
  • Andrea Sartori - Il Tangliacode
  • Gui Boratto - Chromophobia
  • Matthew Dear - Asa Breed
  • Troy Pierce - Gone Astray

Najlepsza Kompilacja
album cover

Tekst: Sebastian Napora

„Agoria właśnie rozjechał mnie walcem“ - w taki właśnie sposób mój współredaktor naczelny zasugerował, która to płyta powinna znaleźć się na czele zestawienia najlepszych kompilacji 2007, a cały zespół redakcyjny stanął murem za tym głosem. Przyznam, że od czasu wydania przez Agorię jednego z najlepszych numerów techno, jakie człowiek (i komputer) stworzył, „La 11-eme Marche“, czekałem na kolejny spektakularny sukces tego producenta. Doczekałem się w kategorii DJ-skiej – nie szkodzi. Kunszt, z jakim udało mu się połączyć współczesną ambitną muzykę klubową z brytyjskim rockiem, folkiem i najwyższych lotów inteligentną elektroniką daleko wykracza poza efekty pracy „zwykłych“ DJ-ów.

Druga odsłona serii „Get Lost“ przewyższa ogólnie przyjęte normy równie daleko co płyta Agorii, a wytwórnia Crosstown Rebels, dzięki nowatorskiemu podejściu do produkcji muzyki i sztuki didżejskiej, zdołała już zjednać sobie fanów do przysłowiowej grobowej deski. Opłaca się serwować klubowiczom coś, czego w klubie zwykle nie dostają.

Tobias Thomas, ikona muzyki techno, swoją płytą „Please Please Please“ udowodnił, że łącząc ciężkie gatunkowo utwory z ciepłym deep housem i ambientem można stworzyć dzieło epickie i ponadczasowe. Czołowy artysta Kompaktu powrócił w najlepszym wydaniu.

Ewan Pearson wydaje się robić wszystko, by nie znudzić słuchacza. „Fabric 35“ sprawia niespodzianki z numeru na numer, co wcale nie psuje ogólnego odbioru tej płyty. Śmiało możemy powiedzieć, że również i w tym przypadku eksperyment z łączeniem gatunków można zaliczyć do udanych.

„Detached Works“ Jeremy'ego Caulfielda jest jedyną kompilacją w naszym podsumowaniu stworzoną w całości na kanwie słabnącej już nieco popularności minimalu. Kanadyjczyk, łącząc 30 energicznych produkcji w kompletną, spójną całość skutecznie obalił tezę o przewadze albumów muzycznie różnorodnych nad „jednogatunkowcami“.

Agoria - At the Controls
  • Ewan Pearson - Fabric 35
  • Jamie Jones - Get Lost 2
  • Jeremy P Caulfield - Detached Works [01]
  • Tobias Thomas - Please Please Please

Najlepsza Produkcja
album cover

Tekst: Piotr Paterski

Sytuacja wyjątkowa – postanowiliśmy nie przyznawać grand prix żadnemu utworowi. I powodem wcale nie jest ich niebiański (lub jak kto woli, piekielny) poziom i problem wyboru tego najwspanialszego. Rok 2007 nie przyniósł bowiem numeru, który swym potencjałem biłby na plecy te “tylko” znakomite. Niestety pierwszorzędne tracki nie pojawiały się na rynku w postaci singli zbyt intensywnie. Mimo tych niesprzyjających warunków, czołową piątkę udało się ustalić zachowując przy tym sporą różnorodność gatunków. Swoją drogą, to właśnie w tej kategorii walka w redakcyjnym gronie była najbardziej zażarta.

Zacznijmy od produkcji doskonale sprawdzających się w klubach, ale przy okazji przejmujących i od pierwszych sekund skupiających uwagę podczas domowego odsłuchu. „Elephant's Parade” i „White Geishas” to istne energetyczne ładunki wybuchowe. Pierwszy, z elementami charakterstycznymi dla Wagon Repair, od samego początku intryguje agresywną linią basu, by po tajemniczej i wirtuozerskiej, gitarowo-syntezatorowej solówce wystrzelić słuchacza gdzieś w stratosferę. Banford natomiast zaskakuje odbiorcę kolejnymi elementami tracka, mieszając na ciężkim beacie ostrą melodię z dźwiękami pochodzącymi z Dalekiego Wschodu. „White Geishas” to także zdecydowanie jedno z najbardziej wartościowych ogniw trzypłytowego „Balance 12” zmiksowanego przez Lee Burridge'a.

Włoska „La Fotografia” znakomicie łączy elementy gatunków skrajnych - minimalu i progressive - proponując wybijające się gdzieś z ciszy na pierwszy plan delikatne, wręcz romantyczne dźwięki.

Zdecydowanie najmroczniejsze oblicze prezentuje „Fed On Youth” False'a, czyli minimalowo-techniczny młot miażdżący całe ciało początkowo nieświadomego słuchacza, porażając go co chwilę psychodelicznymi syrenami idealnie nadającymi się na brzmienie dzwonka do bram piekieł.

Matzak udowodnił za to, że muzyka z pozytywnym przesłaniem nie musi być od razu infantylna czy tandetna. Choć jego debiutancki album nie zasłużył na wyróżnienie w Top 5, zgodnie postanowiliśmy wskazać jeden kawałek, by poważnie zaznaczyć pojawienie się Francuza w elicie muzyki elektronicznej.

-
  • Alex Neri - La Fotografia
  • Allan Banford - White Geishas
  • False - Fed On Youth
  • Matzak - Real Fusion
  • Minilogue - Elephant's Parade

Najlepszy Remiks
album cover

Tekst: Łukasz Napora

W tej kategorii zakrólował dubstep i genialny Burial, który mocno zaznaczył swoją obecność w 2007 roku. Mowa m.in. o świetnym albumie autorskim, „Untrue“. Burial z niezłej, spokojnej piosenki Jamiego Woona zrobił mroczną i przejmującą kompozycję chwytającą za serce, za jaja i za przeproszeniem.

Wahoo także urzekli nas cudowną przemianą, jaką uraczyli Bena Westbeecha. W rękach Georga Levina i Dixona przyjemny funk i słodki wokal nabrały iście niszczycielskiej mocy, która niejeden parkiet rozniosła w pył i niejedną kompilacje rozpromieniła swoim niezwykłym światłem.

Jeff Samuel i 3 Channels to z kolei przykłady na świetnie wykonaną remikserską robotę. Pokazali talent i kunszt ulepszając oryginały, nie wywracając ich do góry nogami a ta umiejętność to także ogromny atut. W tej samej grupie znalazł się MOS, który przeciętniaka „Shh“ zamienił w bombę z niespodzianką i tym samym wkradł się już do trzeciego podsumowania roku Sound Revolt. Gratulujemy!

Jamie Woon - Wayfaring Stranger (Burial Remix)
  • Ben Westbeech - Hung Around (Wahoo Remix)
  • Claude Von Stroke - Who's Afraid Of Detroit? (3 Channels Remix)
  • Fefo - Shh (Manuel Sofia aka MOS Louder Remix)
  • Stewart Walker - We Welcome Utopia!!! (Jeff Samuel Remix)

Najlepszy Producent
album cover

Tekst: Piotr Paterski

Lepiej nawet nie myśleć, jak wyglądałby bez niego ubiegły rok pod względem jakości wydawanej muzyki elektronicznej. Dwa skrajne gatunkowo i do tego rewelacyjne albumy autorskie zaprezentowane w ciągu 12 miesięcy przez jednego artystę to rzadkość. A dalej single i seria remiksów władających parkietami całego świata. Matthew Dear to człowiek o wyjątkowej kreatywności i wszechstronności, potrafiący napisać minimalową baśń jako False, by z drugiej strony uraczyć i zaskoczyć słuchacza... popem w nowofalowej aranżacji, sygnując go z pełną odpowiedzialnością swoim nazwiskiem. Wspomniane remiksy to znów inny szyld (Audion) i kolejna odmienność gatunkowa, jednak wciąż na najwyższym pułapie.

Z nieskrywaną radością w tym zacnym gronie umieszczamy Łukasza Seligę. SLG wcale nie dostał forów za narodowość. Każda EP-ka, która wyszła spod jego ręki to wulkan tanecznych emocji wykorzystywanych regularnie przez DJ-skie znakomitości.

Nie EP-kami, a świetnymi debiutanckimi albumami popisali się za to Boratto i Gerber. Obaj porządnie przyłożyli się także do remiksowania znacznie wzbogacając przez ten okres swój artystyczny dorobek. Bogactwo absolutnie nie dotyczy jednak tylko ilości produkcji, przy których maczali palce. Zarówno Gui jak i... Guy udowodnili, że muzyka szybko wpadająca w ucho może być równie dobrze przypisywana ambitnej elektronice.

Villalobos to niewątpliwie najbardziej charyzmatyczny DJ w tej producenckiej piątce. Jego sety straciłyby jednak połowę wartości, gdyby nie nagrania autorskie. Dlatego właśnie porównywalnie większe znaczenie, niż wszystkie poprzednie części, miała odsłona Fabric oznaczona numerem 36. Wydawnictwo to traktować można jak autorski album wyżej wymienionego - album unikatowy, doskonale ułożony, udowadniający, że Ricardo formy twórczej nie stracił, a nawet wręcz przeciwnie.

Matthew Dear
  • Gui Boratto
  • Guy Gerber
  • Ricardo Villalobos
  • SLG

triangleKomentarze[5]
Dodaj komentarz


Projekt i wykonanie: Sebastian Napora :: Wszelkie prawa zastrzeżone © 2003-2006 Sound Revolt