|
| Nazwisko: | Lee Burridge | | Kraj: | Wielka Brytania | | Style: | tech house, breaks, progressive | | Aliasy: | Tyrant (+ Craig Richards) | | Tłumaczył: | © Łukasz Rzewuski |
|
|
|
Jest rok 1985, zacofana wieś w Anglii. Lee Burridge dopiero rozpoczyna coś, co z czasem przekształci się w barwną karierę didżejską. Zajmuje się graniem na urodzinach, ślubach czy kilku pogrzebach. Ze szkodą dla zmarłych, lecz szczęśliwie dla nas, Lee poszedł w kierunku muzyki zasłyszanej na acid housowych imprezach. Potrzebował w swoim życiu odmiany - z Dorset przeprowadził się do... Hong Kongu. Organizowane przez Burridge’a imprezy zapunktowały u światowej djskiej czołówki. Czasami chaotyczne, często niezapomniane wydarzenia, położyły fundament pod doskonale prosperującą hongkońską scenę house’ową. Nie wszystko jednak przyszło łatwo. Przez 6 lat, Lee wraz z towarzyszami, przecierał szlaki urządzając imprezy na tajlandzkich plażach. Finałem były legendarne już "full moon parties". Dwaj didżeje goszczący w Hongkongu - Sasha i Craig Richards- stworzyli projekt o nazwie Tyrant. Udziałem w nim skusili Burridge’a do powrotu do Anglii. Jako Tyrant, Lee wspólnie z Craigiem, wydał dwie kompilacje, które zdobyły uznanie wśród didżejów i klubowiczów. Można na nich usłyszeć numery z progresywnym rysem, technicznym groovem, okraszone świetnymi breakami. Pierwsze wydawnictwo, Pete Tong określił mianem albumu roku. Plotka głosi, że usłyszawszy pochwałę, Lee solidnie się upił. Burridge nagrywa także solo. Jego dwa albumy dla Global Undergound, czyli „NuBreed 005” i druga odsłona w serii „24:7” spotkały się z wielkim uznaniem. Tak jak na albumach, brzmienie Burridge’a jest wszechstronne i wyjątkowe. Dobrze czuje się grając "na rozgrzewkę" jak i w środku imprezy. Lee nie czuł się dobrze jako rezydent londyńskiego Fabric czy też klubu The Bomb w Nottingham. Jego żywiołem jest podróżowanie. Można go usłyszeć od Rumunii po Argentynę, od Azji po Amerykę. W 2002 roku głosami czytelników „Dj Magazine” powędrował na 10. miejsce w plebiscycie na 100 najlepszych didżejów. Burridge’owi wciąż jakoś jednak nie przychodzi do głowy 9 lepszych od niego didżejów. Tak mniej więcej wygląda podsumowanie 18 lat poświęconych muzyce. Możesz jednak spokojnie zapomnieć o tym wszystkim a skupić się na jednym. Lee Burridge to imprezowe zwierze, które potrafi sterować tłumem jak nikt inny, wrzucając przy tym niezwykłe utwory, których gdzie indziej raczej nie usłyszycie. Kropka Komentarze[0]
Dodaj komentarz
|