Switch to English versionStrona główna serwisuArtykułyWywiady z producentami i didżejamiRecenzje CD i winyliNowe wydawnictwaProducenci i didżejeImprezy, na które warto się wybraćForum dyskusyjneSety didżejskie do pobraniaGaleria zdjęćSłownik Pojęć ElektronicznychStopka Redakcyjna
Do końca z breakbeatem - wywiad z Lee Coombsem

Lee Coombs

Lee Coombs raczej nie należy do grona najbardziej charyzmatycznych didżejów na świecie. Emanuje z niego spokój i skromność, ale potrafi zza decków czasem błysnąć niesamowicie szczerym uśmiechem. Przyjechał do klubu koło północy i w ogóle nie chciał słyszeć o rozpoczęciu rozmowy przed wypiciem kilku drinków, co może świadczyć jedynie o tym, że cała ta sytuacja trochę go onieśmieliła. Dziwne, bo przecież Lee Coombs jest didżejem już od 13 lat! Jest stałą atrakcją brytyjskich Bugged Out!, Fabric i Spundae, a także częstym gościem w wielu krajach Europy i za oceanem. Jako producent jest autorem dwóch kompilacji, w tym jednej nagranej dla wytwórni Perfecto, ale jego ambicją jest teraz nagranie autorskiego albumu, nad którym właśnie ciężko pracuje.

Lee Coombs był gościem Importu! już po raz trzeci, ale tym razem wcale nie musiałem jechać daleko, bo tylko do oddalonej o 120 km od Poznania Bydgoszczy, żeby z nim porozmawiać.

Sound Revolt: Jako DJ osiągnąłeś prawie wszystko w swojej ponad dziesięcioletniej karierze. Czy jest jeszcze coś o czym marzysz?
Lee Coombs: Lee Coombs: Tak, chciałbym być rezydentem w swoim własnym klubie. Co prawda nie mam nawet jeszcze klubu, ale marzę o miejscu, w którym mógłbym sam decydować o jego brzmieniu, rytmach i muzyce... I w takim właśnie miejscu chciałbym być rezydentem.

Sound Revolt: Czy to jeszcze marzenia, czy już konkretne plany?
Lee Coombs: Na razie zastanawiam się nad miejscem. Nawet nie zdecydowałem się jeszcze co do kraju! Mam wielu przyjaciół w San Francisco, więc może tam. Tak, kiedyś w przyszłości chciałbym tam zamieszkać na stałe.

Sound Revolt: Ale nie z powodu pogody? (Przed rozpoczęciem wywiadu narzekaliśmy na zimę w Polsce i w Anglii)
Lee Coombs: Nie, nie z powodu pogody, chociaż tam jest dużo cieplej w zimie, a ja lubię ciepło.

Sound Revolt: W jaki sposób udało Ci się dostać do audycji „Essential Mix” w BBC Radio 1?
Lee Coombs: To oni mnie zaprosili!

Sound Revolt: Tak po prostu?
Lee Coombs: Tak po prostu! No dobra, to wcale nie jest takie łatwe, bo próbowaliśmy się tam wbić latami. Udało się w końcu, bo Plump DJs zagrali dla nich wcześniej świetny breakbeatowy set, co mogło w jakiś sposób przetrzeć szlaki dla mnie. Chyba byłem następnym breakowym didżejem na ich liście.

Sound Revolt: Twój mix jest równie doskonały. Chyba nie grałeś go na żywo w studio? Jak długo nad tym pracowałeś?
Lee Coombs: Dwie godziny.

Sound Revolt: Dwie godziny? Zagrałeś, nagrałeś i tyle? Tam nie ma żadnego potknięcia!
Lee Coombs: No tak, nagrałem go w całości na żywo, bez żadnych komputerów. [Lee jest wyraźnie zadowolony]. Sprawdzisz moje umiejętności za kilkadziesiąt minut, kiedy będę stał za deckami.

Sound Revolt: Jesteś jednym z didżejów, którzy popularyzują breakbeat na światowych parkietach prezentując jego bardziej łagodne odmiany. Czy mogę stawiać Twoje nazwisko obok Adama Freelanda, Jamesa Levelle’a, czy DJa Hypera?
Lee Coombs: Czasami tak jest, ale ja jednak lansuję swój własny styl. Mówią, że jestem breakbeatowym didżejem, bo nagrywam dla Finger Lickin. Gdybym zaczął nagrywać breakowe numery dla house’owej wytwórni, to nazwano by mnie producentem house’owym. Jest jednak odwrotnie, chociaż nie chcę przeginać ani z jednym ani z drugim. W swoich setach zawsze staram się wypośrodkować styl, ale kiedy nagrywam, to w ogóle nie zwracam na to uwagi. Numer ma brzmieć dobrze – styl jest mniej ważny.
Ale ja chyba nie odpowiedziałem Ci na pytanie, prawda?

Sound Revolt: Niestety nie, ale ja i tak pójdę dalej tym tropem. Nie sądzisz, że Adam Freeland remiksując „Smells Like Teen Spirit” Nirvany posunął się krok za daleko w popularyzacji breaków?
Lee Coombs: To zależy ile na tym zarobił.

Sound Revolt: Myślisz, że zrobił to dla pieniędzy?
Lee Coombs: Tak, myślę, że to kwestia kasy. Pop robi się po to, żeby trochę zarobić. To było komercyjne posunięcie.

Sound Revolt: A Ty nie masz ochoty na coś podobnego? Może remiks któregoś z numerów Madonny albo Britney Spears?
Lee Coombs: Gdyby to był dobry numer... No dobra, Britney Spears raczej nie stać na dobrą piosenkę, ale Madonnie już się wiele razy udało.


[Następna strona]

triangleKomentarze[0]
Dodaj komentarz

Projekt i wykonanie: Sebastian Napora :: Wszelkie prawa zastrzeżone © 2003-2006 Sound Revolt