 To właściwie nie jest wywiad – to niemal kłótnia. Przeczytaj jak spieram się z Adamem o muzyczną wartość albumu „Now and Them” i jak Adam broni swoich racji. Czy mnie przekonał? Zapewniam Was, że po naszej gorącej sesji obaj byliśmy zadowoleni. Sound Revolt: O czym marzyłeś wydając swoją pierwszą kompilację? Adam Freeland: Marzyłem? Chciałem, żeby jak najwięcej ludzi usłyszało moją muzykę. Nie miałem pojęcia jak zostanie odebrana, lecz byłem z niej naprawdę dumny.
Sound Revolt: A teraz? Jaki cel przyświecał „Now and Them”? Adam Freeland: Ten album jest dużo bardziej ambitny.
Sound Revolt: Ambitny? Naprawdę tak myślisz? Adam Freeland: Tak, według mnie jest. Miałem o wiele szerszą wizję niż w przypadku „Coastal Breaks”.
Sound Revolt: A usłyszymy kiedyś jeszcze nu-skoolowego Adama? Czy może opuściłeś podziemie na dobre? Adam Freeland: To jest autorski album! To co innego niż kompilacja. To dwie różne sprawy!
Sound Revolt: Oczywiście! Jednak Twój styl zmienił się gruntownie. Adam Freeland: No i o to chodzi! Trzeba się rozwijać, bo jak będziesz się trzymał jednego stylu...
Sound Revolt: Chodzi o to, żeby się rozwijać w złym kierunku? Adam Freeland: Jeśli uważasz, że to zły kierunek... Ja uważam, że jest on właściwy.
Sound Revolt: A ja nie. Za dużo w tym mainstreamu (główny nurt w muzyce – przyp. red.). Wolę starego Freelanda. Adam Freeland: Ok, w porządku, lecz świat się już dawno zmienił. Album autorski to, co innego niż didżejska kompilacja. Słyszałeś „On Tour”, tak?
Sound Revolt: Owszem Adam Freeland: To dość głęboka płyta.
Sound Revolt: Zgadza się. Adam Freeland: No i moja następna kompilacja też będzie głęboka, lecz album autorski to co innego. Zespół to zupełnie inna bajka. Freeland didżej różni się od Freelanda w kapeli. To inna płaszczyzna. Chcę wyrażać swoją kreatywność na różne sposoby. Według mnie teksty piosenek są dobrym sposobem na wyrażenie czegoś. Dzięki nim możesz powiedzieć coś, na czym bardzo Ci zależy.
Sound Revolt: O to też chciałem Cię zapytać. Z jednej strony słyszymy tekst przeciwko konsumpcjonizmowi i materializmowi, a z drugiej widzimy mainstreamowy album, który aż się prosi o nalepkę z napisem „wyprodukowany by zarabiać”. Adam Freeland: Nie jestem tak do końca przeciwny. Jeśli nagrałeś dobry album, to chcesz go pokazać światu. Wiem, do czego zmierzasz. Jak radzę sobie z faktem, że stworzyłem produkt?
Sound Revolt: Mniej więcej Adam Freeland: Nie mam z tym problemu. Jako artysta chcesz, żeby jak najwięcej ludzi kupiło twoją płytę, bo chcesz, żeby usłyszeli twoją muzykę, tak?
Sound Revolt: No tak. Adam Freeland: To nie jest zamknięty klub małych chłopców w stylu – „to jest tylko dla mnie i moich kumpli”. Twoja ironia jest zapewne spowodowana utworem „We Want Your Soul”, który niekoniecznie jest przeciwko komercjalizmowi. On jest przeciwko bezmyślnemu, konsumpcyjnemu stylowi życia. Jest mnóstwo rzeczy, które chcę posiadać jako jednostka. Chcę kupować ubrania, chcę mieć pieprzonego Maca, żeby robić muzykę, chcę Ipoda, żeby jej słuchać. Jestem konsumentem! Ale rzecz w tym, że wolę kupić naturalną, bawełnianą koszulkę niż coś, co zostało wyprodukowane ze szkodą dla środowiska. Grunt to etyka. Nie podpisałem kontraktu z Sony, mojego numeru nie ma w reklamach w McDonald’s. Tę płytę nagraliśmy niezależnie. Bardzo trudno było utrzymać suwerenność i nie robić tych reklam. Musiałem zaryzykować wszystkim, co mam! Zastawiłem dom, żeby pozostać niezależnym, żeby pozostać wiernym temu, w co wierzę. Słyszę, co mówisz, lecz musisz wrócić na ziemię. W prawdziwym świecie wszyscy jesteśmy towarem. Żyjemy w świecie, w którym trzeba kupować, żeby przetrwać.
Sound Revolt: Jasne, lecz ja mam na myśli wyższy poziom posiadania i kupowania. Ty na nim jesteś i sprzeciwiasz się... Adam Freeland: Sprzeciwiam się nieetycznym bredniom!
Sound Revolt: Tak przynajmniej twierdzisz. Adam Freeland: Mówię Ci jak jest.
Sound Revolt: Czyli ta cała otoczka, to nie jest marketingowy chwyt? Adam Freeland: To ja. Spędziłem cztery lata w pocie czoła, żeby zrobić ten album. On reprezentuje to, w co wierzę i co czuję. To ja! Ta płyta może Ci się podobać lub nie. Możesz mnie lubić lub nie. To wszystko, co możesz zrobić. Ja z kolei mogę być tylko sobą. Nie potrafię udawać kogoś innego. Jestem naprawdę dumny z tej płyty.
Sound Revolt: Prawdziwym powodem mojej ironii było sprowokowanie Cię. Nie byłem przekonany czy Free*land (zespół – przyp. red.) jest na poważnie. Chciałem sprawdzić czy nie ściemniasz. Adam Freeland: W porządku, rozumiem. To dobrze, że tak rozmawiamy. Wyciąganie tego na światło dzienne jest ważne, bo niektórzy gadają - „patrz! On zrobił wokalny kawałek. Sprzedał się!”. Słyszałem takie głosy dotyczące na przykład „Supernatural Thing” (utwór z płyty „Now and Them” – przyp. red.). Podczas gdy oryginał Bena E. Kinga jest jednym z moich ulubionych numerów wszechczasów. Uważam, że Allison ma cudowny głos i jestem naprawdę dumny z coveru, który zrobiłem. Problem wynika z faktu, że w muzyce pełno jest teraz kretyńskich wokali. Wiesz, o co mi chodzi?
Sound Revolt: O tak! Adam Freeland: „We Want Your Soul” ma wokal, który coś ze sobą niesie. To nie to samo co „skaczcie do góry”! „Supernatural” to piękna miłosna piosenka z duszą. Uwielbiam sposób, w jaki Allison ją zaśpiewała - to niesamowita osoba! Ale nu-skoolowa mafia kręci nosem – „on zrobił wokalny numer – sprzedał się”. Dobra, sprzedałem się, niech wam będzie. W prawdziwym świecie nagrałem piosenkę, która porusza ludzi, która porusza mnie. Muzykę robi się przede wszystkim dla siebie.
Sound Revolt: No właśnie. Nie wygląda na to, żebyś trzymał z breakbeatowcami ze świty Lee Coombsa i Meat Katie. Adam Freeland: Nie bardzo.
Sound Revolt: To dość zauważalne. W ostatnim wywiadzie dla polskiego serwisu internetowego wykazałeś się totalnym brakiem pojęcia na temat zeszłorocznych albumów breakbeatowych. Pomyślałem sobie – „jak to? Kiedyś okrzyknięty królem nu-skool breaków, teraz zupełnie nie wie, co się dzieje na scenie?” Adam Freeland: Chodzi o to, że możesz się poddać tej nagonce – pogonią za nowością. Możesz czytać muzyczne magazyny. Ja tego nie robię – wolę wierzyć własnym uszom. Przysyłają mi te wszystkie płyty i ja ich słucham. Jeśli mi się podobają - zostawiam, jeśli nie – rozdaję. Powodem mojej nieznajomości tych płyt, było zapewne to, że mi się nie podobały. Bardzo łatwo jest się poddać tej pogoni za nowością. Grać wszystkie nowe promosy, bo są nowymi promosami. „Gram nowy kawałek TCR, bo nikt inny go nie ma”. A weź się odpieprz! Ja gram kawałek, bo jest dobry, a nie dlatego, że nikt inny go nie ma! Niektóre rzeczy Ci pasują inne nie. Gram breakbeat, bo jest on mieszanką różnych stylów muzycznych. Pamiętaj, że gdy robiłem „Coastal Breaks” nie było mowy o żadnej scenie. Nie przysłuchiwałem się innym breakbeatowym artystom. Słuchałem po prostu różnej muzyki, którą złożyłem do kupy w jedną kompilację. Wciąż mam taką mentalność. Teraz mamy scenę i mądrzenie w stylu „o, ciekawe co to...” – a mnie to gówno obchodzi! W momencie, gdy mówisz „tak właśnie brzmi to i to” przestajesz się rozwijać – sam nakładasz sobie klapki na oczy. Lubię płyty Lee Coombsa. Jego remiks New Order był fenomenalny, chociaż nie słyszałem jego albumu. Wydał jakiś?
[Następna strona] Komentarze[8]
Dodaj komentarz
|