 Często określa się go jako jednego z najlepszych i najoryginalniejszych didżejów grających breaks i progressive. Swoją muzyką zdumiał samego Johna Digweeda, który zaproponował mu zagranie w Kiss 100, regularne występy na imprezach Bedrock, oraz powierzył mu poszukiwanie młodych talentów do breakowej odnogi jego wytwórni. W ostatnim plebiscycie Top 100 „Dj Magazine” zajął 81. miejsce i wszystko wskazuje na to, że nadal będzie piął się w górę. Zapraszamy na krótką rozmowę z gwiazdą pierwszej wspólnej imprezy agencji Magic i Sound Revolt. Sound Revolt: Niedawno wróciłeś z występów w Azji. Jak było? Jonathan Lisle: Naprawdę dobrze. Tokio to zdumiewające miejsce, a ludzie tam naprawdę słuchają i znają się na muzyce. Oni naprawdę wiedzą, co robią. Świadczy o tym chociażby doskonałe nagłośnienie - 38 głośników skierowanych na parkiet to jest coś. Poza tym świetnie było zagrać z DJ 19 – to naprawdę świetny koleś i artysta. No i jak zwykle klub Centro w Singapurze także nie zawiódł. Było genialnie.
Sound Revolt: Czy uważasz się za protegowanego Johna Digweeda? Jonathan Lisle: Nikt inny nie pomógł mi tak jak on. Pomimo tego, że gramy różną muzykę, na przełomie lat wiele się od niego nauczyłem i bardzo cenię go jako człowieka i artystę. Miał na mnie przemożny wpływ i bardzo wiele mu zawdzięczam!
Sound Revolt: Przyznam, że trochę zaskoczył mnie fakt, że znalazłeś się w Top 100 „Dj Magazine”. Bardzo się ucieszyłem, lecz jednocześnie dało mi to do myślenia, bowiem muzyka jaką grasz nie jest z gatunku lekkiej, łatwej i przyjemnej. Większość Twoich setów jakie posiadam, to raczej rzeczy nadające się do słuchania w domu niż na festiwal Dance Valley. Czy Ty po prostu teraz grasz bardziej energetycznie, czy może ludziom rzeczywiście podoba się ta bardziej ambitna i wymagająca muzyka? Jonathan Lisle: Wszystko zależy tak naprawdę od godziny, o której występuję. Dużo bardziej energetycznie wyglądają moje sety ze środka nocy. Tyle, że większość płyt, które nagrałem rzeczywiście prezentują raczej muzykę na warm-up. Jest miks z zeszłego lata, bazujący na moich argentyńskich wojażach, który powinien Ci mniej więcej nakreślić, jak gram w szczytowym momencie imprezy. Niemniej jednak wynik plebiscytu „Dj Maga” naprawdę mnie wzruszył. Bardzo wiele znaczy dla mnie fakt, że ludziom podoba się muzyka, którą gram.
Sound Revolt: Kiedyś w jednym z wywiadów powiedziałeś, że miksowanie płyt CD to koszmar. Czy nadal nic się nie zmieniło w tej materii? Jonathan Lisle: Oj zmieniło i to bardzo! Byłem winylowym purystą przez 10 lat, lecz trzeba podążać z duchem czasu. Kocham miksować na Pioneerach CDJ1000, bo dają mnóstwo nowych możliwości. Choć wciąż nie jest to dla mnie tak naturalne jak zabawa z gramofonem...
Sound Revolt: Zostawmy didżejkę. Co z Twoją długo wyczekiwaną epką „Doors In The Wall” i co możesz mi powiedzieć o współpracy z Billem Hamelem nad Waszym breakowym projektem? Jonathan Lisle: Jeden utwór na epkę jest już niemal skończony, a nad resztą wciąż pracuję. Wszystkie kawałki piszę i produkuję sam, więc złożenie tego wszystkiego we właściwą całość trochę zajmuje. Z Billem zacząłem pracować tego lata i przyznam, że nasze dzieło brzmi naprawdę fajnie. Muszę tylko wrócić do Stanów, żebyśmy mogli skończyć nasz kawałek. Bill jest świetnym kolesiem i dobrze się z nim pracuje, więc mam nadzieję na szybki powrót do studia.
Sound Revolt: A jak tam Twoja wytwórnia, M Theory? Bardzo lubię Naveena G i cieszę się, że go wydałeś. Jonathan Lisle: Jestem zaskoczony tym, jak dobrze się sprawy mają. To naprawdę wspaniałe wydawać muzykę, którą się kocha. Oba kawałki, zarówno Naveena G jak i Chable’a i Fernandeza, zostały bardzo dobrze przyjęte, a już w przyszłym miesiącu ukazuje się trzecie wydawnictwo, więc wszystko układa się tak jak trzeba.
Sound Revolt: Pracujesz jako A&R w Bedrock Breaks. Jak obecnie prezentują się młode talenty? Jonathan Lisle: To wielki zaszczyt pracować w Bedrock, a teraz jest sporo artystów, którzy tworzą muzykę, jaką lubię. Do moich ulubieńców należą: Habersham, Noel Sanger, KVK, Jiva, Momu, Kaybee, Grayarea, Chable, Yunus, Subsky, Precision, Steiger, Jake Todd, Shiloh, Madoka, Fretwell, Orchid, Ads, Hellpass, Evan Marcus, Digital Witchcraft. A to przecież nie wszyscy. Naprawdę dużo się dzieje ostatnimi czasy!
Sound Revolt: A na kogo byś postawił w zbliżającym się plebiscycie Breakspoll? Jonathan Lisle: Przypuszczam, że Adam Freeland zdobędzie tytuł najlepszego didżeja. W pełni zasłużenie zresztą, bo jest doskonały!
Koniec | Autor: Łukasz Napora | | Zdjęcia: web | | Data: 17 lutego 2004 | | Miejsce: wywiad korespondencyjny |
Komentarze[3]
Dodaj komentarz
|