...ciąg dalszy artykułu Sound Revolt: Co wolisz: didżejowanie czy granie live actów? Jeff Bennett: Jedno i drugie.
Sound Revolt: Ha, ha. Wolisz jedno i drugie. (śmiech) Jeff Bennett: Nie, nie. Oczywiście nie jednocześnie. To naprawdę nie ma znaczenia, bo potrafię się swobodnie wyrazić na oba sposoby. Oczywiście pod warunkiem, że do dyspozycji są CDJe. Nie żądam ich, lecz zawsze o nie proszę, bo gram mnóstwo swoich niewydanych kawałków.
Sound Revolt: Całkiem „zabawnie” było gdy Sasha, grając na polskim Creamfields nie miał do dyspozycji CDJów. Jeff Bennett: [pauza]... OK! (śmiech) A gramofony mieli?
Sound Revolt: Mieli, ale Sasha zamiast w Szczecinie lądował w Berlinie. Wziął więc taksówkę do Kołobrzegu, a to jest kilkaset kilometrów. Skończyło się na tym, że spóźnił się kilka godzin, przez co przegapiłem jego występ. Jeff Bennett: Świetna organizacja! No ale z drugiej strony – takie rzeczy się zdarzają.
Sound Revolt: Jasne. Czy repertuar twoich live actów różni się bardzo od występów didżejskich? Jeff Bennett: Oczywiście. Różnice są, bo live act składa się wyłącznie z moich produkcji, podczas gdy w DJ set mogę wrzucić chociażby breakbeat, jak na przykład Plump DJs. Po prostu – gram też utwory innych, nie starając się trzymać jednego stylu. Tak więc nie tylko dubby tech-house...
Sound Revolt: Określasz swoją muzykę jako tech-house? Jeff Bennett: Tak. Dubby tech-house.
Sound Revolt: Wydaje mi się, że jest zbyt melodyjna, by być techy. Jeff Bennett: Cóż, ostatnimi czasy stałem się bardziej melodyjny. Ale nie mi oceniać jaki to styl.
Sound Revolt: To tak naprawdę nieistotne. „Nazywaj to jak chcesz” jako rzecze PJ Davy (ang. „Call It What You Want” to utwór wspomnianego artysty – przyp. red.). Jakiego sprzętu używasz grając live? Kilka miesięcy temu widzieliśmy Infusion i nie mogliśmy wyjść z podziwu. Oni używają keyboardów, samplerów, studyjnego mixera i masy sprzętu, którego nie potrafię nazwać. No i do tego trzepią głowami jak rockmani. Kompletny odjazd. Jeff Bennett: Wow! Potrafię to sobie wyobrazić. W muzyce elektronicznej ludzie nie spodziewają się tak wiele. To jest ekstremum. Jest wiele rodzajów elektronicznych live actów, lecz to o czym mówicie, to prawdziwy live act. Ja nie jestem tak skomplikowany. Ułatwiam sobie sprawę używając Abletona Live i klawiatury sterującej.
Sound Revolt: Kolejna kwestia to improwizacja. Oni improwizują. Jak to się ma do ciebie? Jeff Bennett: Ja za bardzo nie improwizuje. Zdecydowałem o tym już jakiś czas temu. Staram się produkować jak najżywsze kawałki i chcąc robić je „na żywo”, musiałbym używać tak ogromnej ilości loopów, że bym najnormalniej padł na scenie (śmiech). Ja naprawdę muszę mieć te wszystkie breaki itp. Jeśli porównać to do improwizowanego live actu, to mój przypomina raczej granie z playbacku.
Sound Revolt: Więc na czym polega twój live act? Co ty właściwie robisz? Jeff Bennett: Używam klawiatury sterującej, ustawiam efekty, filtry itp. Trudno to opisać...
Sound Revolt: Coś jak remiksowanie na żywo? Jeff Bennett: Tak. Można tak powiedzieć.
Sound Revolt: Jednak ludzie mogą powiedzieć, że włączasz po prostu swoje kawałki i udajesz, że robisz coś na laptopie, czy na efektorze. Co masz do powiedzenia tym, którzy właśnie tak to widzą? Jeff Bennett: Cóż, poniekąd tak to jest. Jedna osoba nie jest w stanie zrobić wiele więcej poza przełączaniem loopów i efektów. Człowiek ma pewne ograniczenia. Z punktu widzenia obserwatora, nie dzieje się nic poza wciskaniem guzików, czego tak naprawdę nie słychać. Wiem, że to może wyglądać nudnie. Jeśli naciskam przycisk i znika stopa czy cokolwiek innego, ludzie i tak pomyślą, że to było wcześniej ułożone. To zupełnie co innego niż widzieć perkusistę, który przestaje walić w bęben.
[Poprzednia strona][Następna strona] Komentarze[2]
Dodaj komentarz
|