 Kolejna żywa legenda muzyki klubowej odpowiada na pytania Sound Revolt. Tym razem znów w cztery oczy. Zobacz co udało nam się wyciągnąć od Steve’a na chwilę przed jego występem na imprezie Diverse Edition. Sound Revolt: Słyszałeś coś może o Polsce? Steve Lawler: Nie, właściwie nie. Próbowałem sobie przypomnieć, czy już tu kiedyś byłem, ale zdaje się, że nie.
Sound Revolt: Nie wiesz już nawet czy byłeś gdzieś czy nie? Steve Lawler: Nie, bo tyle podróżuję i robię to od wielu lat. Czasem naprawdę nie jestem pewien czy gdzieś byłem.
Sound Revolt: Ale o jednym miejscu na pewno nie zapominasz... Gratuluję tytułu najlepszego didżeja Ibizy. Steve Lawler: Dziękuję bardzo.
Sound Revolt: Jak ty to robisz? Drugi raz z rzędu!? Steve Lawler: Tak, wiem ale rzecz w tym, że gdy wygrałem w zeszłym roku to byłem bardzo zaskoczony. Gdy teraz to powtórzyłem to byłem w szoku. Nie spodziewasz się wygrywać w takich plebiscytach dwa razy z rzędu. Ale to przecież świetnie, bo to klubowicze głosowali.
Sound Revolt: Czy Ibiza się zmienia? Czy trance i techno zalewają wyspę? Steve Lawler: Nie, myślę, że Ibiza jest dobrze podzielona i znajdziesz na niej niemal wszystko czego dusza zapragnie. Jednym z najmocniejszych muzycznych nurtów obecnie to bardzo minimalny deep house. Mnóstwo niemieckiej, Hawtinowskiej szkoły grania zyskuje sobie całkiem sporą popularność, co jest bardzo zdrowe i dobre. Underground rosnący do takich rozmiarów to jedynie pozytyw.
Sound Revolt: A jak wygląda kwestia nowych didżejskich twarzy? Jak myślisz, kto zajmie twoje miejsce za – powiedzmy – pięć lat? Steve Lawler: Takich osób jest całkiem sporo. Choćby Tania Vulcano.
Sound Revolt: Tania Vulcano? Wkrótce odwiedzi Polskę. Steve Lawler: Jest naprawdę dobrym didżejem. Do tego dochodzą Locodice, Declan Lee, Nic Fanciulli – oni reprezentują naprawdę wysoką jakość.
Sound Revolt: Kto wybrał Nathana Fake’a na remiksera „Out At Night”? Steve Lawler: To był wspólny wybór mój i wytwórni (Subversive – przyp. red.) Mieliśmy kilka opcji.
Sound Revolt: Możesz je zdradzić? Steve Lawler: M.in. Richard F, Stephan Luke. Nazwisk było kilka, lecz ze względu na styl utworu uznałem, że lepiej będzie, gdy użyjemy kogoś z technicznego podziemia, bo właśnie jemu się teraz przyglądam. Undergroundowa scena techno jest teraz niezwykle ciekawa muzycznie.
Sound Revolt: Czy w swoje sety wplatasz to future funk prog techno? Chodzi mi właśnie o Nathana Fake’a i ludzi z Border Community. Steve Lawler: Nie wiem. Nigdy nie zastanawiam się nad stylem utworu, który gram.
Sound Revolt: Niemniej jednak wiesz o co mi chodzi? Steve Lawler: Tak. Po pierwsze – oni wszyscy grają naprawdę szybko, więc jeśli chciałbym użyć czegoś z tych labeli to musiałbym bardzo zwolnić tempo i kawałek brzmiałby już inaczej. Skojarzeń z tribalem próbuję pozbyć się już od dwóch lat. Wciąż gram dużo bębnów, lecz ta metka już mnie męczy. Obecnie bardzo kręcą mnie dźwięki brudne, zbasowane i pchające głośniki, a niektóre z nich pochodzą właśnie z podziemnej sceny techno.
Sound Revolt: Co do metek. Mówi się, że wynalazłeś twisted house. Steve Lawler: Tak i on wciąż jest bardzo twisted (ang. pokręcony).
Sound Revolt: To była właściwie druga po progressive odmiana house’u, którą polubiłem. Nigdy nie przepadałem za sceną funky, chicago, czy french. To była moja mała ewolucja. A w którą stronę ty ewoluujesz? Steve Lawler: Rzecz w tym, że to muzyka ewoluuje, a nie ja. To czego zawsze w niej szukałem pozostało niezmienne. Lubię rzeczy masywne, które brzmią dobrze w klubie, a zarazem wykręcone, brudne, narkotyczne i popieprzone. Chcę by ludzie się zatracali i to się nigdy nie zmieniło. Muzyka ewoluuje z biegiem lat, lecz ja wciąż szukam tego samego.
[Następna strona] Komentarze[0]
Dodaj komentarz
|