 Mam wrażenie, że na przyjazd Sandry Collins do Polski czekaliśmy całe wieki. W końcu się udało, choć odwiedziła nas już nieco inna Sandra. Nie ta, w której muzyce bez mała się zakochałem. Byłem bardzo ciekaw co ją tak bardzo odmieniło i nie omieszkałem o to zapytać. Przyznam, że jej odpowiedzi nieco mnie zaskoczyły... Sound Revolt: Podobała Ci się impreza? Sandra Collins: Było cudownie!
Sound Revolt: A jak było kiedyś w Twilo? Sandra Collins: Twilo jest jak chwila sprzed 10 lat. Imprezy trwały od dziesiątej wieczorem do drugiej następnego popołudnia. Od 7 rano grali Sasha & Digweed i to właśnie było wspaniałe. Byłam tam również rezydentem i dobrze wspominam te czasy. Ale to, co wspominam najlepiej, to właśnie rezydentura Sashy i Digweeda, bo dzięki nim wiele się zmieniło w Nowym Jorku...
Sound Revolt: Myślę, że nie tylko w Nowym Jorku. Sandra Collins: Opowiem wam pewną historię. Kiedyś na targach muzycznych w Nowym Jorku Sasha grał razem z Juniorem Vasquezem. Podczas występu tego pierwszego nagle wszystko zgasło. Sasha musiał zejść i nie mógł nawet zabrać swojej ostatniej płyty. Wtedy Junior włączył z powrotem muzykę i wykopał Sashę z didżejki. Sasha był zdruzgotany! Więc kiedy później usłyszałam, że jego rezydentura w Nowym Jorku ma się dobrze, to i ja postanowiłam się tam przeprowadzić.
Sound Revolt: Ale przecież nie przeprowadziłaś się tam dla Sashy? Sandra Collins: Jasne, że nie. Jestem jego wielką fanką, ale bez przesady. Miałam na myśli to, że skoro taka muzyka sprawdza się w Nowym Jorku, to ja też chcę tam żyć. Wcześniej mieszkałam w Los Angeles.
Sound Revolt: Więc na Zachodnim Wybrzeżu było inaczej? Sandra Collins: Zrobiłam swoje na Zachodnim Wybrzeżu, więcej się nie dało. Nowy Jork był muzyczną stolicą USA i zdecydowałam się tam zamieszkać.
Sound Revolt: Jak porównujesz pozycję Sandry Collins, amerykańskiej DJ-gwiazdy, do pozycji Sashy i Digweeda? Sandra Collins: Ja niczego nie porównuję. Nie czuję się amerykańską gwiazdą, to ludzie tak mnie nazywają. Ja po prostu kocham to co robię.
Sound Revolt: Bez względu na to jak skromną jesteś osobą, fakty mówią za siebie. Sandra Collins: Jestem bardzo skromna. Czuję się dobrze, gdy gram, bo wtedy sytuacja jest fifty-fifty. To dzięki ludziom na parkiecie czuję się tak dobrze. Ale kiedy schodzę z didżejki znowu zamieniam się w zwykłą dziewczynę. Nie zapisuję tych wszystkich nagród po stronie zysków.
Sound Revolt: Co myślisz o obostrzeniach w klubach Stanów Zjednoczonych? Sandra Collins: Tam się wszystko pozmieniało. Rozumiem działania władzy, bo wielu ludzi przesadza z narkotykami, a potem leżą na podłodze i przechodząc potykasz się o nich. Nie mają pojęcia o tym kto gra i w ogóle o tym co się dzieje. Myślę, że to niebezpieczne i możesz łatwo przesadzić. Mocniej krzywdzi niż pomaga. Wolę by ludzie bawili się czysto i dobrze, więc trzeba tam trochę posprzątać...
Sound Revolt: W Polsce nie mamy takich restrykcji i ludzie dają sobie radę. Sandra Collins: Bo w Stanach wszyscy mówią nie rób tego, nie rób tamtego, więc wszyscy na przekór robią jeszcze więcej. Ludzie umierają z przedawkowania podczas gdy gra Sandra Collins i wcale mi się to nie podoba. Nie chcę być częścią tego czegoś.
Sound Revolt: Znasz hasło „zapomniałeś o Polsce”? Sandra Collins: Jasne! Jest nawet taka strona youforgotpoland.com! Niesamowicie śmieszna historia. Zupełnie zapomniałam, że jestem właśnie tutaj! Przepraszam, jestem Amerykanką.
[Następna strona] Komentarze[2]
Dodaj komentarz
|