...ciąg dalszy artykułu Sound Revolt: Czy po tylu latach za deckami czujesz jeszcze dreszczyk emocji przed występem? Slacker: Tak, zawsze jestem lekko zdenerwowany. Po tych wszystkich latach ciągle to mam. Jestem dużo weselszy po secie. Przed, nie jestem zbytnio gadatliwy ani towarzyski.
Sound Revolt: Pamiętamy Twój występ z Budapesztu, wyglądałeś na zrelaksowanego! Slacker: Wtedy to było co innego. Nie tak jak teraz, gdzie przyszło tylko kilkanaście osób. Odbieram to jako osobistą porażkę, nic na to nie poradzę. Na Węgrzech, kiedy grał Chris Fortier, wiedziałem, że zagram od niego bardziej tanecznie, że będzie więcej melodii i więcej energii. I tak bardzo chciałem to zrobić, że prawie oszalałem. Po prostu chciałem już wyjść i grać!
Sound Revolt: Chris grał wtedy prawie techno. Slacker: Wiem, dla mnie trochę za ostro. Ale było cudownie, dzieciakom się podobało.
Sound Revolt: Jakie jest Twoje zdanie na temat breakdownów? Slacker: Musisz uważać, żeby nie grać zbyt wielu w jednym secie, musisz to wypośrodkować. Jedziesz na przykład do Azji a tam w ogóle tego nie lubią. Grasz breakdown a oni schodzą z parkietu! Ale ja osobiście lubię, kiedy numer jest jak podróż, kiedy ma swój początek a potem narasta... no i kiedy ma w sobie coś na kształt breakdownu, gdzie milknie sekcja rytmiczna. Podoba mi się to, ale niestety większość numerów tak się buduje i musisz znaleźć sposób, żeby ludzi tym nie znudzić. Notujemy przerost breakdownów na przestrzeni ostatnich 3-4 lat. Jest ich za dużo i są za długie.
Sound Revolt: Bądźmy szczerzy, w Budapeszcie, kiedy nadchodził breakdown, Ty po prostu wprowadzałeś kolejny numer z regularnym beatem. Slacker: Tak było. Nie mogłem ciągle ich grać, bo to zniszczyłoby efekt.
Sound Revolt: A jak ma się sprawa sampli z dżungli? Myślę, że to jedna z cech charakterystycznych Slackera. Slacker: Masz na myśli dźwięki przyrody? Sowy, słonie, małpy i egzotyczne ptaki? Uwielbiam to! Jeśli słuchasz tego dłuższy czas, i albo nieco zwolnisz albo przyśpieszysz nagranie, to dostaniesz w efekcie perfekcyjne rytmicznie ścieżki. Coś jak hi-haty, perkusję albo klikanie. W świecie przyrody znajdziesz odbicie wszystkiego, co zawarte jest w kodach programów komputerowych do tworzenia dźwięku. Ja w szczególności lubię brzmienia organiczne, które tworzy się za pomocą naturalnie brzmiących sampli. Lubię także dobrą rytmikę, więc dźwięki wydawane przez zwierzęta leżą mi doskonale.
Sound Revolt: Ile czasu przygotowujesz się do występu? Slacker: Tym razem mam sporo nowej muzyki, dużo empetrójek i płyt CD. Przerzucam się powoli na CD a to wymaga nieco więcej zorganizowania. Mam na myśli to, że trzeba nagrać płyty, wydrukować listy itd. We środę spędziłem nad tym 5-6 godzin i wczoraj jeszcze kilka dodatkowo. Ale wszystko zależy od tego jak dużo nowej muzyki mam ze sobą.
Sound Revolt: Słyszałeś ostatni album Prodigy? Slacker: Tak, kilka razy. Jest tam parę dobrych kawałków ale nic nowego w nich nie ma. We wszystkim wywiadach zaklinali się, że robią album, który nie będzie miał nic wspólnego ze starym Prodigy, a według mnie on brzmi tak samo jak poprzednie. Nie podoba mi się też rockowa strona tej płyty.
Sound Revolt: A co z Twoim własnym albumem? Slacker: Chcę nagrać płytę w przyszłym roku. Mam sporo różnych numerów, takich nie house’owych, które albo już skończyłem albo prawie kończę. Chcę je wydać za jakieś 6 miesięcy.
Sound Revolt: Jesteś aktywnym członkiem sceny mniej więcej tak długo jak Sasha, czy Digweed. Oni zdążyli wydać całkiem sporą ilość różnych kompilacji, a ty nic. Dlaczego tak jest? Slacker: Bo nigdy nie dostałem żadnej oferty! OK, miałem jedną, ale to było w późnych latach 90., kiedy byłem bardzo zajęty czymś innych, więc musiałem odmówić. Mówię wam szczerze, nic nie zmyślam.
Sound Revolt: Tak samo jest z albumem autorskim? Slacker: Jestem bardzo powolny.
[Poprzednia strona][Następna strona] Komentarze[0]
Dodaj komentarz
|