 Umówiliśmy się na godz. 8.30. Wydawało mi się, że o tej porze DJ powinien spać więc zapukałem do drzwi jego mieszkania punktualnie o... 10. Rzeczywiście trochę rozespany, jednak tryskający humorem i energią. Po chwili, wraz z Kasią - swoją dziewczyną, poszli po produkty na śniadanie i już po kilku minutach usiedliśmy wszyscy za stołem.
"Śniadanie jest dla nas bardzo ważnym posiłkiem, bo to jedyny moment, w którym możemy usiąść wszyscy razem i pobyć ze sobą" - rzucił Jarek. Kasia z Kamilą przytaknęły.
Mieliśmy więc do wyboru 4 rodzaje pieczywa, serek pleśniowy z pieprzem, szynkę, ser żółty, soki, rzodkiewkę, pomidory, ogórki i wiele innych pyszności. Zrewanżowałem się gotując jajka na miękko i oczyszczając z kamienia kran w kuchni.
Po dwóch godzinach, zaopatrzeni w papierosy i napoje, ruszyliśmy porozmawiać w zaciszu drugiego pokoju.
Sound Revolt: Pamiętasz jeszcze czasy, kiedy zaczynałeś w Nowym Sączu? Jak to wyglądało? Angelo Mike: Oczywiście, że pamiętam! Nie działo się wtedy zbyt wiele, jednak miło to wspominam. Mięliśmy tam coś, co ja nazywam "alternatywą", czyli freak'ów, punków i hippisów, a z drugiej strony różne dziwne stworzenia, które chodziły z kijami do baseballa na mecze piłki nożnej. Takich protoplastów dzisiejszych dresiarzy. My tworzyliśmy "alternatywę", taką pseudo subkulturę zbuntowaną przeciw mainstreamowi. Słuchaliśmy punka i reggae, kiedy jeden z kolegów przywiózł pierwsze płyty techno. Od razu przypadły mi do gustu i, jak się później okazało, znalazło się w naszej grupie jeszcze dwóch gości, którzy mięli taką samą zajawkę. Wymienialiśmy się kasetami i płytami przywożonymi z zagranicy. Fascynowała nas ta muzyka i postanowiliśmy spróbować zaprezentować ją szerszej publiczności. Postanowiliśmy zorganizować imprezę. Uzbrojeni po zęby, czyli ja i moich 10 płyt winylowych, kasety i kompakty z wyliczonym bpm (ilość uderzeń na minutę, przyp. SN), stos kaseciaków, odtwarzacz CD i gramofon. Podłączaliśmy to wszystko do miksera i graliśmy dla 15 osób w klubie bilardowym.
Sound Revolt: Który to był rok? Rozumiem, że byłeś prekursorem sceny techno w Nowym Sączu? Angelo Mike: 92. lub 93. Tak, byłem w grupie osób, od których wszystko się zaczęło. Co prawda był jeszcze jeden klub, gdzie zorganizowano pierwsze 3 imprezy techno ale my przejęliśmy po nich pałeczkę.
Sound Revolt: Co wtedy graliście? Czy to rzeczywiście było techno? Angelo Mike: No, może nie do końca... Wiesz, ja jestem człowiekiem starej daty a kiedyś wszystkie gatunki nazywało się "techno". Nie było takich podziałów jak teraz, na house, progressive, minimal i inne. Graliśmy wszystko od Derricka May'a, Laurenta Garniera, Astral Projection po Marshalla Jeffersona i Kevina Saundersona. Później pokazały się pierwsze wydawnictwa Tresora, których byłem prawdziwym fascynatem.
Sound Revolt: Zostawmy Nowy Sącz. Gdzie grałeś zanim postanowiłeś przenieść się do Warszawy? Angelo Mike: Zdążyłem zwiedzić prawie całą Polskę! Miałem sporo szczęścia i byłem zapraszany na wiele imprez jako support. Funkcjonowałem jako DJ house'owy przez jakieś 2-3 lata. Grałem płyty Armanda Van Heldena, Daft Punk, french, filtered house. Wystąpiłem m.in. na Paradzie Wolności.
Sound Revolt: Już jako Angelo Mike? Angelo Mike: Nie, wtedy jeszcze jako Coree Takano. Niezła ksywka, nie? (Śmiech).
Sound Revolt: Niezła! Dlaczego ją zmieniłeś? Angelo Mike: Coree Takano urodziła się pod wpływem fascynacji japońskim techno. Oni mięli powalone podejście do tworzenia muzyki i tchnęli w nią nową świeżość. Poza tym zawsze byłem fascynatem kultury japońskiej. Zmieniłem ksywkę, gdy zacząłem grać lżejszą muzykę. Trudno było nazywać się Coree Takano i grać wesoły, skoczny house. Jedno do drugiego nie pasowało.
Sound Revolt: Skąd w takim razie wziął się "Angelo Mike"? Angelo Mike: To po prostu wpadło mi do głowy. Ze mną jest tak, że nie myślę, nie szukam i nie kombinuję, tylko pewnego ranka budzę się z nowym pomysłem. Skorzystało na tym wielu nowych DJ'ów, którym wymyślałem ksywki. "Mark Sound", to też mój pomysł, tylko w pierwotnej wersji brzmiał "Mark da Sound". Najważniejsze dla mnie było brzmienie nazwy, a nie jej znaczenie. Później dopiero okazało się, że "Angelo Mike" pasuje do Michała Anioła. I bardzo dobrze.
Sound Revolt: Kiedy sprowadziłeś się do Warszawy? Angelo Mike: Przyjechałem dokładnie 11 stycznia 2001 roku, czyli już ponad dwa lata temu. Miałem ze sobą dwa tobołki z ciuchami i kufer płyt. Tylko tyle. Żadnych przygotowań, planów, czy czegokolwiek. Zamieszkałem tutaj i robiłem, co tylko się dało, żeby przetrwać.
Sound Revolt: I udało Ci się dostać pod skrzydła Groove Control... Angelo Mike: Tak, kiedyś grałem na jednej imprezie z Gerhardem, na której była też Iwona (szefowa agencji, przyp. SN). Spodobał im się mój styl i postanowili dać mi szansę grania na imprezach przez nich organizowanych. Byłem pierwszym młodym DJ'em z nikąd, który dostał się do Groove Control. Przełomowym momentem były dwa "Instytuty Energetyki": jeden z Joshem Winkiem, drugi z Luke'm Slaterem. Od tego momentu coś drgnęło i grałem coraz więcej.
Sound Revolt: Czyli grałeś na "Instytucie" jako początkujący warszawski DJ? Angelo Mike: Tak, wcześniej było tylko kilka małych imprez w "Klubie Internauty", "H2O" i kilku innych małych klubach. Przychodziło na nie 15-20 osób...
[Następna strona] Komentarze[12]
Dodaj komentarz
|