 Nazwisko Paolo Mojo wymienia się teraz jednym tchem obok Desyna Masiello czy Luke’a Faira. Dlaczego? Bo prezentują dobry house, który na powrót zdobywa uznanie słuchaczy. Jesteśmy w bydgoskim Sonobarze, jeszcze przed imprezą, którą później uznam za jedną z najlepszych w 2004 roku. Sound Revolt: Wiesz, że Mojo brzmi z lekka po hiszpańsku? Może to powinno się wymawiać jak moho? [w języku hiszpańskim „j” wymawia się jak u naz „h”] Paolo Mojo: Moho? Masz rację, bo zawsze gdy jadę do hiszpańskojęzycznego kraju, ludzie wołają na mnie Paolo Mo-ho. Tak to wymawiają. Nie jestem pewien, co to znaczy w języku hiszpańskim, może mógłbyś to sprawdzić? Daj mi znać koniecznie. W każdym bądź razie Mojo nie wziął się z tego. To była kiedyś nazwa imprez, które współorganizowałem jakieś pięć lat temu. Promowałem je w Internecie jako Paolo from Mojo, a od tego to już tylko był krok do Paolo Mojo.
Sound Revolt: Czemu przestaliście organizować te imprezy? Paolo Mojo: Każdy klub żyje swoim własnym życiem. Czasem coś się sprawdza przez dłuższy czas, innym razem nie. Nasze imprezy sprawdziły się w krótkim okresie czasu, ale wychodziły naprawdę dobrze. Całą zabawę zaczął Desyn Masiello, o którym na pewno już słyszeliście, oraz Omid 16b, który również był współorganizatorem. Było świetnie, ale w końcu się skończyło, bo każdy zajął się swoimi sprawami.
Sound Revolt: Więc byłeś jednym The Idiots? [Leon Roberts, 16b, Desyn Masiello] Paolo Mojo: O nie, nie jestem idiotą (przynajmniej nie w tym znaczeniu). The Idiots to Leon, Omid i Desyn, o ile dobrze wiem. Nie mam z tym nic wspólnego.
Sound Revolt: Więc jak nazywałeś się kiedyś? Paolo Mojo: Paolo, DJ Paolo. Na forach internetowych podpisywałem się Paolo Mojo, coś w stylu jak John z Pleased Women. Kiedy skończyliśmy The Big Mojo Parties wygrałem konkurs Bedroom Bedlam, który teraz już nie jest organizowany, ale kiedyś był całkiem dobrze poważany. Spytali mnie jak się nazywam, a ja odpowiedziałem „Paolo Mojo”. To była zupełnie spontaniczna reakcja więc zaraz potem pomyślałem „o cholera, czy ja naprawdę to powiedziałem”? Od tego czasu nazwa przywarła i ludzie zaczęli bookować mnie jako Paolo Mojo i w sumie zaczęło mi się to podobać.
Sound Revolt: Od kiedy grasz? Nie wyglądasz na faceta, który ma 29 lat, ale przecież tyle masz. Paolo Mojo: I o to chodzi! Gram odkąd miałem... cholera... 16 lat? Ale, mówiąc zupełnie szczerze, nie brałem tego na serio aż do roku 1998. Byłem studentem w college’u i miałem też gramofony. Grałem wtedy na imprezach house’owych dla kolegów i koleżanek ze studiów, którzy ciągle namawiali mnie, żebym zaczął coś z tym robić na poważnie. Zawsze wiedziałem, że jest coś, do czego jestem stworzony, ale zawsze odkładałem wszystko „na jutro”. Tak było przez dłuższy czas. Wszystko zaczęło się zmieniać, gdy przeprowadziłem się do Londynu w 1997. Poznałem ludzi jak Des, który podobnie jak ja zaczął grywać na małych imprezach i w barach w Londynie oraz na Południowym Wybrzeżu.
Sound Revolt: Zarabiałeś już wtedy na muzyce, czy rodzice dali ci coś na start? Paolo Mojo: Ha, ja miałem prawdziwą karierę, jeśli chcesz wiedzieć. Dopiero niedawno z tym skończyłem. Byłem dyrektorem ds. kluczowych klientów w City Financial PR aż do 2002 r. Ale nawet jeszcze w ubiegłym miesiącu realizowałem projekty jako wolny strzelec, bo, powiedzmy sobie szczerze, nie jest łatwo wyżyć wyłącznie z muzyki tanecznej. Był taki moment 18 miesięcy temu, kiedy uzmysłowiłem sobie, że niczego nie osiągnę jeśli nie zacznę produkować muzyki. Ale żeby się tym zająć trzeba mieć czas, by się wszystkiego nauczyć, więc odstawiłem didżejowanie na dłuższą chwilę. No ale przecież musiałem z czegoś żyć, więc robiłem okazyjnie projekty piarowe. Ale myślę, że wiele osób z dzisiejszej sceny muzycznej próbowało wcześniej innych zajęć, żeby związać koniec z końcem.
Sound Revolt: Jeden z didżejów, o którym być może nawet myślisz, poprosił nas, by nie podawać publicznie, że jest prawnikiem. Inny poprosił o zdjęcie z witryny informacji o imprezach w środku tygodnia. Paolo Mojo: Świetnie ich rozumiem, przechodziłem przez to samo wiele razy.
Sound Revolt: Ale chyba nie jako wolny strzelec? To przecież coś innego. Paolo Mojo: Tak, masz rację, w tym przypadku tylko od ciebie zależy jak gospodarujesz czasem. Musiałbym oczywiście realizować zadania pracodawcy i jednocześnie myśleć jakby tu skończyć numer w tym tygodniu. Potem impreza w weekend i sprawy związane z moją wytwórnią... Muszę robić dychy – wiesz, rzeczy w tym stylu. Muszę bardzo ostrożnie obchodzić się z czasem i chyba całkiem dobrze sobie w tym roku poradziłem.
Sound Revolt: Patrząc wstecz, który rok uznasz dla siebie za najważniejszy? Paolo Mojo: Ten, bez wątpienia 2004.
[Następna strona] Komentarze[5]
Dodaj komentarz
|