 Desyn Masiello jest teraz niewątpliwie jednym z tych didżejów, na których po prostu trzeba się wybrać. Jego kariera w ostatnich miesiącach eksplodowała, a dzięki muzyce którą gra wielu ludzi zupełnie zmieniło zdanie o housie. Spotkaliśmy się w Warszawie, żeby pogadać o jego drugiej kompilacji dla Bedrock, o wspólnych imprezach z Johnem Digweedem, o Internecie i... dziewczynie Luke’a Faira.
Sound Revolt: W Twojej biografii jest historia o 100 płytach CD, dzięki którym stałeś się sławny... Desyn Masiello: Nagrałem demo, żeby się wypromować. Nikt wtedy nie wiedział o moim istnieniu, nawet w Londynie, gdzie mieszkam. Dzięki tej płycie zagrałem kilka imprez za granicą, ale to był tylko mały kroczek naprzód.
Sound Revolt: Można ją jakoś zdobyć? Desyn Masiello: Niedługo jej poszukam i zamieszczę na swojej stronie internetowej do pobrania. Tak właśnie zrobię. Ale to nie jest tak, że dzięki niej osiągnąłem to co mam. Było wiele małych stopni na tej drabinie, a ja bardzo, bardzo powoli się po nich wspinam. To demo było tylko pierwszym szczeblem.
Sound Revolt: Jaką muzykę grałeś wtedy? Czy to było coś w stylu „In House We Trust”, czy może „Original Series”? Desyn Masiello: Na „In House We Trust” jest tylko muzyka z Yoshitoshi, więc trudno powiedzieć, żeby to było moje brzmienie, choć lubię wszystkie te numery. Pierwsze promo było bardziej w stylu Bedrock. Więcej house’owych, melodyjnych numerów i mocne zakończenie.
Sound Revolt: Więc chyba się ucieszyłeś z propozycji od Bedrock? Desyn Masiello: Tak, „ucieszyłeś” to bardzo adekwatne słowo. Bo nie wyszedłem celebrować na ulicę.
Sound Revolt: Znałeś tytuł od początku? Miał jakiś wpływ na kompilację? Co to w ogóle znaczy dla Ciebie? Desyn Masiello: Tytuł nie znaczył dla mnie kompletnie nic. Po prostu skorzystałem z szansy i skompilowałem CD z moich ulubionych numerów. Mogłem wybrać co tylko mi się podoba.
Sound Revolt: Więc było łatwiej niż Yoshitoshi... Desyn Masiello: O tak! Chociaż z Bedrock miałem ogromne problemy z licencjami. Wybrałem wstępnie 20 kawałków, a na siedem z nich wytwórnie powiedziały „nie”. Za każdym razem z innego powodu. Jedna z francuskich wytwórni powiedziała „nasza muzyka nie wychodzi na kompilacjach, trzymamy ją dla siebie”. To jest francuski sposób na promocję. Inna wytwórnia z Niemiec, Compose, zastrzegła, że chcą umieścić numer na swojej własnej składance jako pierwsi. Wybrałem kawałki zupełnie nieprogresywne, więc labelom mogło się także nie podobać to, że całość ukaże się na Bedrock. W kilku z nich były tez nie do końca chyba „czyste” sample, więc normalnie się bali, że to wyjdzie na jaw.
Sound Revolt: Jak się czułeś wtedy? Chciałeś promować muzykę na takim labelu jak Bedrock a komuś się to nie podoba. Desyn Masiello: Bolało przez 15 minut. Nie przejąłem się jednak, bo kiedy nagrywałem Essential Mix w październiku, miesiąc po tym jak ukazał się Bedrock, użyłem w nim wszystkich tych kawałków. Więc koniec końców ludzie je usłyszeli.
Sound Revolt: Jesteś w pełni zadowolony z albumu, czy może coś byś teraz zmienił? Desyn Masiello: Dostałem od Johna tylko trzy tygodnie na przygotowanie płyty. Wpadł do mnie do domu i powiedział „chcę żebyś nagrał CD, musi być gotowe w trzy tygodnie. Masz dosyć muzyki na to?” Nie było więc czasu, żeby dzwonić po ludziach i prosić o płyty. Nie miałem też jednak zamiaru odmówić.
Sound Revolt: Po co był ten pośpiech? Desyn Masiello: Ponieważ ja byłem pierwszy na liście, a wytwórnia miała już cały plan w głowie. Od momentu oddania miksu trzeba jeszcze dwóch miesięcy na tłoczenie, promocję, itd.
Sound Revolt: A może po prostu mieli plan ale nie mieli nazwisk? Może wybrali Cię w ostatniej chwili? Desyn Masiello: Nie, nie, nie. Chcieli, żebym to ja rozpoczął serię, ale chcieli też żebym zrobił to szybko. Plan był od początku taki: ja, Jonathan Lisle i Luke Fair. John powiedział mi to już w czerwcu, a płyta ukazała się we wrześniu. Mieliśmy więc trzy miesiące na wszystko, z czego trzy tygodnie przypadało na miksowanie. Więc jeśli miałbym szansę coś zmienić, to prawdopodobnie posiedziałbym dłużej nad miksami. Jest tam kilka takich, z których nie jestem zadowolony, ale przecież nie jestem w tym najlepszy na świecie. Nie potrafię miksować jak James Zabiela, czy Danny Howells – oni są jak maszyny! Więc to CD jest moim odzwierciedleniem – nie jestem doskonały!
[Następna strona] Komentarze[2]
Dodaj komentarz
|