...ciąg dalszy artykułu Sound Revolt: Czy znalazłeś ostatnio jakieś interesujące brzmienia? Lee Burridge: Odkrywam muzę wszędzie, gdziekolwiek idę i gdziekolwiek jestem staram się odwiedzić jak najwięcej sklepów z muzyką. Jeśli chodzi o produkcje jestem totalnie leniwy i 365 powstało też po to, by zmusić mnie do tworzenia, bo wiem, że naprawdę to lubię. A kolejnym aspektem projektu jest praca z jednym lub kilkoma producentami w miejscu każdej rezydentury. W Hong Kongu współpracowałem z człowiekiem zwanym Dan F, który jest, tak naprawdę, producentem breakbeatowym i nigdy nie tworzył house, a ja sprawiłem, że zaczął robić electro-house. Więc rozumiesz, pomysł polega też na tym by połączyć jego talent z moim brakiem talentów (śmieje się). Myślę, że najlepsza analogią, która mi kiedyś przyszła do głowy to ta z samochodem – on prowadzi a ja wskazuję drogę z mapą. Nie wiem jak to się stało, ale nauczyłem się wiele i chcę to teraz przekazać i wiem, że jestem w stanie wyciągnąć z twórców coś innego. Dan i ja złożyliśmy wspólnie dwa świetne kawałki, więc wydaje mi się, że pomysł działa. Na Ibizie również z kimś współpracowałem, ale zbyt nas wciągnęło nocne życie, chodzenie późno spać i niechęć do pracy i w końcu żadnego kawałka nie skończyliśmy (śmieje się). Teraz współpracuję ze Stevenem Porterem w Nowym Jorku i wszystko idzie naprawdę dobrze, pracujemy nad dwoma kawałkami, które tym razem mam nadzieję skończymy. I to było także częścią pomysłu – połączenie z kimś, kto albo już ma swoje unikalne brzmienie lub pracuje nad jego osiągnięciem. To naprawdę zupełnie odmienne przeżycie, bardzo ciekawie będzie przygotowywać wspólną kompilację, znacznie ciekawiej niż po prostu jeździć w trasę. Jeżdżenie w trasy zakłada powtarzalność, robiłem to już tyle razy, więc w pewnym momencie usiadłem i zastanowiłem się nad odmiennym sposobem podejścia do tego, co robię. Wolno mi to idzie, więc zabrało mi prawie rok opracowanie szczegółów projektu. Czas płynie szybko, ale jak widać nareszcie go realizuję.
Sound Revolt: Twoja następna płyta, która się ukaże, to będzie kompilacja przygotowana wspólnie z Sanderem Kleinenbergiem? Lee Burridge: Tak, album, który się ukaże, będzie kompilacją przygotowaną wspólnie z Sanderem Kleinenbergiem na jego labelu. Każdy z nas nagrał swoją płytę, składanka powinna była się ukazać w lipcu, ale Sanderowi zabrało trochę więcej czasu przygotowanie swojej płyty, więc ostatecznie album ukaże się w październiku. W przyszłym roku, po zakończeniu pierwszych 12 miesięcy projektu 365 zamierzam przygotować dwupłytową kompilację.
Sound Revolt: Jak ci się pracowało z Sanderem? Jesteście zupełnie różni. Lee Burridge: Nasze kompilacje są bardzo różne. Style się różnią. Myślę, że idea polegała na przeciwstawieniu dwóch zupełnie odmiennych płyt, tak by ludzie mogli otrzymać szerszy wybór muzyki. Jestem pewien, że będą tacy, co powiedzą: „kocham Sandera, nienawidzę Lee,” „kocham Lee i nienawidzę Sandera”, ale mam nadzieję, że będą tacy, którym spodobają się obie płyty.
Sound Revolt: A co o nim myślisz? Lee Burridge: Nie pożyczaj mu pieniędzy! (śmieje się). Uwielbiam go, Sander to fantastycznie wesoły człowiek, jest podobny do mnie, naprawdę korzysta z życia, świetnie też było grać z nim na paru imprezach, które urządziliśmy.
Sound Revolt: A jak wyglądają twoje własne produkcje? Ostatnią, którą pamiętam, to była ta przygotowana wspólnie z Andym Pagem “why r the pretty ones always insane” ale to było tak w połowie 2004. Znalazła się na na „Heretic 0.1” – miałeś może okazję posłuchać tej płyty? Lee Burridge: Właściwie to nie, nie miałem, ale tracklista wygląda dobrze. To zabawne, jestem dobrym przyjacielem Cassa, ale nie byłem w Anglii tak dawno a jako didżeje nie widujemy się często, bo zawsze jesteśmy w różnych miejscach.
Sound Revolt: Czy Craig Richards dołączy do Ciebie podczas trasy 365? Lee Burridge: Mam nadzieję, że będzie to we Włoszech. Ma niewątpliwie dużo zajęć teraz w Fabric, ale może uda się już w listopadzie.
[Poprzednia strona][Następna strona] Komentarze[2]
Dodaj komentarz
|