Switch to English versionStrona główna serwisuArtykułyWywiady z producentami i didżejamiRecenzje CD i winyliNowe wydawnictwaProducenci i didżejeImprezy, na które warto się wybraćForum dyskusyjneSety didżejskie do pobraniaGaleria zdjęćSłownik Pojęć ElektronicznychStopka Redakcyjna
Wywiad z Lee Burridgem

Lee Burridge

Mieliśmy okazję porozmawiać z Lee o jego trasie 365, mającym niedługo się ukazać dwupłytowym albumie nagranym wspólnie z Sanderem Kleinenbergiem oraz planach na najbliższą przyszłość w dniu zorganizowanej przez niego imprezy pod bezpretensjonalnym hasłem LoveLee, w której następnie z radością uczestniczyliśmy, i za którą jesteśmy mu dozgonnie wdzięczni.

Sound Revolt: Czy pamiętasz swoją imprezę w Piekarni?
Lee Burridge: Oczywiście. Była naprawdę fantastyczna! Pamiętam, że didżeje, którzy grali ze mną byli naprawdę dobrzy. Miałem wrażenie, że to świetna impreza, pełna ludzi, którzy mieli niesamowitą pasję dla muzyki.

Sound Revolt: Wczoraj rozpocząłeś swoją rezydencję w Nowym Jorku w ramach trasy 365. Przedtem byłeś rezydentem w Hong Kongu i na Ibizie. Dziś jednak grasz w San Francisco, jutro w Los Angeles. To jak to jest? Wyruszyłeś w trasę i organizujesz imprezy w całych Stanach czy będziesz rezydentem w jednym mieście?
Lee Burridge: Podstawową ideą projektu 365 jest skoncentrowanie się na jednej lokalizacji i zorganizowanie tam czterech imprez. Kiedy byłem w Hong Kongu, były inne imprezy, w innych klubach, w których mogłem grać. Dużo łatwiej jest mi zorganizować różne imprezy wówczas, kiedy jestem przez miesiąc w Azji, niż kiedy wszystko muszę zmieścić w jednym tygodniu trasy. Tak samo będzie tutaj, ale zasadniczą rzeczą jest zorganizowanie czterech imprez w jednym miejscu.

Sound Revolt: Co spodziewasz znaleźć się w USA, czego nie znalazłeś w Hong Kongu czy Europie?
Lee Burridge: Dużo więcej Amerykanów (śmieje się). Powodem, dla którego wybrałem Nowy Jork jako miejsce mojej następnej rezydencji jest to, że zawsze wszystko mi się tam udawało, uwielbiam to miasto, za każdym razem, gdy tam jestem, mówię do siebie, że chciałbym tam żyć, więc wybrałem Nowy Jork bo jestem samolubem i naprawdę chciałem pomieszkać w Nowym Jorku. Faktem jest też, że mam na swojej liście wiele miast. Wszystkie miasta, gdzie będę miał rezydentury podczas pierwszego roku trasy 365 są już ustalone, ale fajnie jest wrócić do San Francisco, przypomnieć sobie jak świetne jest to miasto. Dlatego jest ono na mojej liście na następne lata 365.

Sound Revolt: Zatem 365 będzie trwać dłużej niż rok?
Lee Burridge: Taki jest plan. Do tej pory „365” idzie wręcz znakomicie i zdecydowanie chcę ten projekt przedłużyć.

Sound Revolt: A dlaczego San Francisco?
Lee Burridge: Zawsze uwielbiałem to miasto, San Francisco jest tak ważnym miejscem dla muzyki a ja jeszcze kocham całe to tutejsze liberalne podejście do życia. Jest wyluzowane i bardzo inne od całej reszty Stanów i ma jakiś taki unikalny koloryt. To kolejne miejsce, o którym zawsze mówiłem, że chciałbym tu żyć. Może to niewykonalne, nie można przecież żyć wszędzie ale jak widać próbuję (śmieje się). No i można tu znaleźć tak zróżnicowaną muzykę - kocham cały tech-acid, który się tu narodził ale znajdzie się też tu praktycznie każdy gatunek muzyki.

Sound Revolt: Począwszy od Scotta Hardkissa?
Lee Burridge: Tak, stare brzmienie Hardkissa… a on ciągle jest świetny. Każdy, kto potrafi stworzyć tego typu wyjątkowe brzmienie po prostu musi być. Strasznie trudno wypracować jest wyjątkowe brzmienie, bo po jakimś czasie wszyscy zaczynają je kopiować ale Scott miał swoje przez długi, długi okres. I to jego muzyka wytrzymała próbę czasu.


[Następna strona]

triangleKomentarze[2]
Dodaj komentarz

Projekt i wykonanie: Sebastian Napora :: Wszelkie prawa zastrzeżone © 2003-2006 Sound Revolt