 Udało nam się złapać Nica pomiędzy imprezami w Denver i San Diego, zorganizowanymi w ramach trasy promującej kompilację wydaną przez Renaissance, i porozmawiać z nim o Ibizie, jego planie pracy oraz wiewiórkach. Sound Revolt: Masz bardzo napięty harmonogram; podróżujesz i grasz na imprezach na całym świecie, jesteś rezydentem audycji Radio 1, jak i rezydentem w Space na Ibizie, twój Club Class przenosi się z rodzinnego Maidstone do Londynu, no i jeszcze wydałeś własną EP-kę, i kompilację dla Renaissance. Czy myślisz, że właśnie przeżywasz swoje „pięć minut”? Nic Fanciulli: Nie wiem (śmieje się). To chyba jest jedno z najtrudniejszych pytań. Myślę, że nareszcie wszystko zaczyna się układać, a ja mam dużo szczęścia mogąc podróżować i grać w świetnych klubach na całym świecie. Ale myślę, że przyszłość będzie co najmniej tak samo dobra.
Sound Revolt: Oczywiście ostatni okres oznaczał dla Ciebie także wiele pracy, więc to nie tylko szczęście sprawiło, że wszystko zaczęło się układać. Nic Fanciulli: To też. Rozmawiałem o tym niedawno z Damianem [Lazarusem – przyp. red.], i powiedziałem mu, że myślę, że trzeba ciągle ciężko, naprawdę ciężko pracować. W studiu spędzam z reguły masę czasu, a jeszcze mam wytwórnie, którymi też muszę się zajmować. Musiałem też znaleźć czas na przygotowanie ostatniej kompilacji dla Renaissance. I choć wydaje się, że wszystkie ogniwa mogą na razie odpowiednio ze sobą współgrać, to problem w tym, aby było tak też i w przyszłości.
Sound Revolt: Co pomyślałeś sobie, gdy Sasha postanowił wycofać się z czwartkowej rezydentury „Fundacion” w Space podczas ostatniego lata na Ibizie, a imprezy „We Love… Sundays” z tobą i Paulem Woolfordem w tym samym klubie okazały się sukcesem? Nic Fanciulli: Początkowo obawiałem się, że pomysł pokrycia dachem tarasu w Space i urządzania tam nowych niedzielnych imprez może nie wypalić. Ale na szczęście wypalił, i to właśnie dzięki nowemu pomieszczeniu. Może faktycznie nie dałem z siebie wszystkiego na pierwszych kilku imprezach, ale to pewnie dlatego, że nie grałem tam nigdy wcześniej. Na początku trochę czasu zabrało mi wczucie się w klimat, ale już cztery ostatnie imprezy były wręcz niewiarygodne. To miejsce powoduje, że czujesz, jakbyś był zupełnie gdzie indziej, w jakimś zupełnie innym świecie, w którym nigdy nie chciałbyś przestać grać. Cała ta sytuacja z Sashą i Stevem… [Lawlerem – przyp. red.] naprawdę nie wiem, co się stało. Myślę, że powinni spróbować zagrać ponownie w przyszłym roku, nie można przecież zrezygnować już po jednym nieudanym sezonie. Pewnie kiedyś, gdy w Space zaczęto urządzać imprezy w niedzielę, to też nie było tłumów w każdy wieczór. Jestem pewien, że Steve wie, że jeżeli będzie tam grał nadal, to ilość przychodzących ludzi będzie zwiększać się z roku na rok.
Sound Revolt: Jak oceniasz Dana Ghenacię? Nic Fanciulli: Myślę, że jest świetny. W tym roku pierwszy raz w ogóle usłyszałem, jak gra, a grał na głównej sali przed Jamesem Zabielą. Jestem wielkim fanem jego wytwórni, przeczuwałem więc, że będzie grał dobrą muzykę. Jest on jednak także, jak się okazało, świetnym didżejem.
Sound Revolt: Czy uważasz, że powinniśmy zwrócić na niego uwagę? Nic Fanciulli: Zdecydowanie tak. Myślę, że sposób w jaki grał świetnie pasował do sposób gry Paula Woolforda, poza tym obaj grali bardzo nowoczesny rodzaj muzyki.
Sound Revolt: A ja słyszałem, że to, co grał Paul świetnie pasowało do twojego stylu. Nic Fanciulli: Darren [Hughes – przyp. red.] tak powiedział (śmieje się). Myślę, że gramy bardzo podobny rodzaj muzyki – no, może mój styl obejmuje nieco więcej głębszych dźwięków. Paul gra o wiele więcej techno, ale gra też i acid. Gramy W związku z tym, że jest tak wiele odmian muzyki house, zacierają się granice i tak naprawdę okazuje się, że dzisiaj wszyscy grają wszystko.
Sound Revolt: Czy to w ten sposób opisałbyś swój obecny styl i muzykę, którą grasz? Nic Fanciulli: Po prostu powiedziałbym, że to jest elektroniczny house. Nie powiedziałbym “electro”, bo electro to zupełnie oddzielny rodzaj muzy, ale właśnie house począwszy od głębokich, kwaśnych brzmień aż do techno. No i nie chciałbym, by to co gram, zostało wepchnięte do jakiejś jednej, konkretnej szuflady.
[Następna strona] Komentarze[1]
Dodaj komentarz
|