Switch to English versionStrona główna serwisuArtykułyWywiady z producentami i didżejamiRecenzje CD i winyliNowe wydawnictwaProducenci i didżejeImprezy, na które warto się wybraćForum dyskusyjneSety didżejskie do pobraniaGaleria zdjęćSłownik Pojęć ElektronicznychStopka Redakcyjna
Wywiad z Behrouzem

Behrouz

Spotkaliśmy się z Behrouzem i jego narzeczoną Megan kilka dni przed imprezą zorganizowaną w celu promocji niedawno wydanej kompilacji Behrouza, przygotowanej dla wytwórni Renaissance. Mieliśmy rozmawiać jedynie o niej (tj. o kompilacji a nie narzeczonej), ale okazało się, że Behrouz to facet, z którym można rozmawiać o wszystkim.

Sound Revolt: Jesteś didżejem już od ponad 20 lat więc myślę, że nieco ironiczne było przyznanie Ci przez DanceStar USA nagrody „Best Breakthrough DJ” i „Best Newcomer” na Ibizie dopiero w 2004 roku. Grając od tylu lat pewnie widziałeś już wszystko i byłeś wszędzie. Czy przypadkiem nie jesteś już tym znudzony?
Behrouz: Znudzony? Oczywiście, że nie! Trzeba się wiele napracować, by być dobrym w tym, co się robi. Codziennie uczę się czegoś nowego o muzyce i odkrywam nowe brzmienia. Wiele wysiłku wymaga opanowanie wiedzy o tym, jak ludzie odbierają muzykę, nauczenie się przewidywania ich reakcji. Fascynuje mnie to i jest ciągle dla mnie dużym wyzwaniem.
Zgadzam się, że można powiedzieć, że było nieco ironiczne przyznanie mi wymienionych przez Ciebie nagród dopiero w 2004 roku, ale ja mam gdzieś te wszystkie nagrody. Znam siebie, wiem, ile jestem wart i żadne nagrody tego nie zmieniły ani nie zmienią.

Sound Revolt: Ile masz lat?
Behrouz: Skończyłem 35.

Sound Revolt: Jesteś starszy od Sashy?
Behrouz: Nie.. (śmieje się)

Sound Revolt: Będąc didżejem tyle lat byłeś świadkiem ewolucji muzyki elektronicznej. Kiedy zacząłeś grać i co wówczas grałeś?
Behrouz: Zacząłem na początku lat osiemdziesiątych. Mieszkałem w Santa Cruz i czasami puszczałem swoje płyty w sklepach muzycznych. Pewnego dnia kumpel zaproponował mi, bym zagrał podczas pokazu mody. Poszło tak dobrze, że przygotowałem kasetę z muzyką, którą grałem podczas pokazu. Kaseta krążyła, stała się popularna, usłyszał ją między innymi właściciel klubu DV8 w San Francisco. Potem zapytał się mnie, czy nie chciałbym zagrać w jego klubie i tak się właśnie zaczęło.
Na początku grałem bardzo różnorodną muzykę: disco, piosenki Boney M., pop, rock, industrial, wczesny house. Znacznie trudniej było o płyty. Nie było specjalnych sklepów dla didżejów, a wielkie wytwórnie rzadko wydawały taneczne remiksy swoich utworów. Trzeba było się napracować i naszukać. Czasami, gdy grałem w jakimś klubie, właściciele sklepów muzycznych podchodzili do mnie i pytali, czy nie chciałbym kupić od nich płyt, bo akurat mają takie z muzyką podobną do tej, jaką usłyszeli w klubie. Wyciągałem wówczas pieniądze i kupowałem.
Potem nadeszła era house’u, postęp techniczny i pojawiły się pierwsze odtwarzacze kompaktowe. Dość wcześnie zacząłem grać muzykę z kompaktów mimo tego, że na początku nie było wiele klubów posiadających odpowiedni sprzęt.
W DV8 grałem bardzo długie sety, mające dziesięć lub więcej godzin. W tamtym okresie Sasha z Digweedem czasami przychodzili do nas tylko po to, by w małej sali w suterenie zagrać dla nie więcej niż dwustu osób. Ciągle lubię i gram długie sety. Zaczynam od spokojnych kawałków powoli podkręcając tempo, trochę drażnię ludzi i staram się zmusić ich do zgadywania, co będzie dalej a przy okazji pokazać, jaką muzykę lubię. Przyspieszam trochę, potem jeszcze bardziej, aż do pierwszej kulminacji. A potem nagle wrzucam płytę, której się nie spodziewają, zupełnie inną i pozornie nie pasującą do muzyki, którą wcześniej grałem. Może to być na przykład jakiś minimalny kawałek w środku melodyjnego, głębokiego setu. Lubię zadziwiać ludzi, bo w ten sposób podtrzymuję ich zainteresowanie. Jestem didżejem i uważam, że moją rolą jest granie takiej muzyki, przy której będą się dobrze bawić.

Sound Revolt: Wiem, że nie chcesz być wiązany z jednym konkretnym gatunkiem muzyki elektronicznej. Zapewne żaden z didżejów nie chciałby, aby raz na zawsze go w ten sposób sklasyfikować. Jednak w sytuacji, w której wielu z nich zaczyna określać swój styl jako „eklektyczny”, zaczynam podejrzewać, że albo za bardzo nie wiedzą, jakie brzmienia lubią, albo też nie chcą się przyznać. Jakbyś więc określił brzmienia, które lubisz?
Behrouz: Zgadza się, nie chcę być wpychany w żadną szufladę. Chcę, żeby moje brzmienia były zmysłowe, pełne soulu, lubię melodie, ale także tribale i dźwięki bardziej techniczne. Kawałki, które gram, muszą odznaczać się świetną produkcją i pełnymi, tłustymi basami. W piosenkach wokale nie mogą być tandetne.
Zawsze odwiedzam sklepy muzyczne w każdym z miast, w których gram. Przeglądam setki płyt szukając świeżych brzmień, bo wiem, że są takie wytwórnie, które wypuszczają na rynek może ze sto lub dwieście kopii. Jedyną szansą na znalezienie ich jest samodzielne przejrzenie wszystkiego, co można znaleźć w sklepach. Szukanie nowej muzyki zabiera mi więc od trzydziestu do czterdziestu godzin tygodniowo. Mam kolekcję płyt, która liczy obecnie około 20,000 sztuk, a moja narzeczona była zaszokowana, kiedy się do mnie wprowadziła, bo okazało się, że płyty składuję wszędzie, także w łazience i w kuchni (śmieje się).
Dzisiaj łatwo jest produkować muzykę elektroniczną, praktycznie możesz to robić nawet na swoim laptopie. Ogólnie na rynku jest zatem o wiele więcej muzy, w tym dużo dobrych kawałków. Jednak z drugiej strony ta łatwość w produkowaniu powoduje, że jest też o wiele więcej gównianej muzyki a znalezienie rzeczy wartościowych zabiera więcej czasu.

Sound Revolt: Czy myślisz, że fakt, iż zawsze podobało się Tobie wiele gatunków muzyki, przyczynił się do tego, że ciągle bawi Cię bycie didżejem?
Behrouz: Zdecydowanie tak. Myślę, że gdybym grał tylko jeden gatunek muzyki, na przykład tylko progresywny house lub tylko tech-house, znudziłbym się tak bardzo, że przestałbym grać już dawno temu.


[Następna strona]

triangleKomentarze[5]
Dodaj komentarz

Projekt i wykonanie: Sebastian Napora :: Wszelkie prawa zastrzeżone © 2003-2006 Sound Revolt