Switch to English versionStrona główna serwisuArtykułyWywiady z producentami i didżejamiRecenzje CD i winyliNowe wydawnictwaProducenci i didżejeImprezy, na które warto się wybraćForum dyskusyjneSety didżejskie do pobraniaGaleria zdjęćSłownik Pojęć ElektronicznychStopka Redakcyjna
Wywiad z Magdą

Magda

Spotkałem się z Magdą w jednym z najdroższych, ale minimalnie urządzonych hoteli we Frankfurcie. Miała na sobie szpanerską old-skullową bluzkę i minimalne jeansy. Zamówiła... OK, teraz poważnie: siedzieliśmy w hotelowym holu, i nawet dobrze nie zaczęliśmy rozmawiać, kiedy poprosiła o herbatę. Oczywiście wybuchnąłem śmiechem, a jej „o nie, wiedziałam, że tak zareagujesz” i kolejne salwy śmiechu zupełnie przełamały lody. Biedny kelner nie bardzo wiedział co się dzieje, ale herbaty w końcu nie przyniósł. Były natomiast orzeszki, woda mineralna oraz zupełnie naturalna, przemiła Magda.

Sound Revolt: Dlaczego przeprowadziłaś się do Berlina?
Magda: Potrzebowałam zmiany, nowych inspiracji. Mieszkałam przedtem w Nowym Jorku, ale jeszcze wcześniej uciekłam z Detroit, bo wszystko zmierzało tam w złym kierunku. Mieliśmy masę problemów z odwoływaniem imprez, policją, politykami... Przeprowadziłam się więc do Nowego Jorku i mieszkałam tam przez rok. Robiłam tam małe imprezy, na które zapraszałam DJ-ów z Berlina, których naprawdę ceniłam.

Sound Revolt: Więc już wtedy miałaś niemieckich przyjaciół?
Magda: Wtedy to jeszcze byli znajomi znajomych. Grupa ludzi, którzy zajmowali się tymi sprawami była wtedy naprawdę mała, no i grałam dużo niemieckich płyt. Więc najpierw ja zaprosiłam ich, potem oni mnie i już po pierwszych dwóch imprezach w Berlinie wiedziałam, że muszę tam zamieszkać.

Sound Revolt: A ja znowu znam faceta, który mieszkał kiedyś w Stanach i zrobi wszystko, żeby tam wrócić. Mówi, że to Europa jest zbyt mocno kontrolowana.
Magda: On oszalał? Gdzie mieszkał? Kilka tygodni temu miałam imprezę w San Francisco i kazali mi przestać grać o 1:45! Prawo jest tak srogie, że możesz mieć poważny problem, jeśli nie sprawisz, że wszyscy wyjdą przed 2:00. Jest więc 1:45 i ochroniarz zaczyna wrzeszczeć. Atmosfera fatalna, bo przecież ludzie muszą mieć chwilę, żeby się pozbierać, a on się drze „wypier... z klubu!” Mi też się dostało. Ciągle się pakowałam, kiedy rzucił „musisz już iść!”. O mój Boże! Ale to nie jest tak, że dobre rzeczy się tam nie dzieją.
Generalnie, kiedy Bush został wybrany, od razu wiedziałam, że będzie gorzej, i tak rzeczywiście jest. Wszyscy się czegoś boją i daje się to odczuć – paranoja. Tutaj czuję się bardziej wolna.

Sound Revolt: Twój poprzedni set, który miałem okazję słyszeć był zagrany w stylu electro, teraz jednak znowu zdajesz się grać bardziej minimalne rzeczy. Skąd tak radykalne zmiany?
Magda: Musiałeś słyszeć set z Monachium. Na początku swojej kariery grałam wszystko. Detroit był bardzo zróżnicowane muzycznie – mogłeś się wybrać na imprezę z muzyką electro, techno i nawet dobrym housem, więc byliśmy poddani naprawdę różnorakim wpływom. Lubiłam też grać te wszystkie rzeczy. Na początku byłam właśnie DJ-em electro, potem długo grałam house. W 1999 roku spytałam siebie jednak, co ja właściwie wyprawiam i dokąd zmierzam. Mniej więcej w tym samym czasie uległam fascynacji minimalem, który wtedy znowu powracał do łask, i olśniło mnie, że to jest kierunek, w którym chcę się rozwijać. Postanowiłam tak właśnie grać, bez względu na to, czy dostanę kolejny booking, czy nie.

Sound Revolt: Teraz, gdy obserwuję to co się dzieje, widzę ludzi, którzy w piątek idą na Desyna Masiello a w sobotę chcą usłyszeć Hawtina. Granice między stylami coraz bardziej się zacierają i nie są już tak istotne dla odbiorcy.
Magda: Dokładnie! To jest cudowne! Granice znikają, bo coraz więcej ludzi ma dostęp do nowych technologii, dzięki czemu robią świetną muzykę, której nie da się sklasyfikować. Szczególnie „minimal” jest teraz na fali. Minimalne to, minimalne tamto, minimalne siamto – ale np. to co ja gram przecież wcale nie jest minimalne. Ludzie chyba rzeczywiście potrzebują etykietek na wszystkim, ale najlepsze jest to, że tak się nie da. Od zawsze pytają mnie jaki styl muzyki uprawiam, a ja po prostu nie wiem.

Sound Revolt: Zawsze wydawało mi się, że myślenie „minimal i nic poza tym” wywodzi się właśnie z Berlina.
Magda: Być może...

Sound Revolt: Porozmawiajmy chwilę o Richiem i jego towarzystwie. Wydajecie się być nierozłączni pojawiając się w tylu różnych miejscach razem. To samo Hawtin i Villalobos – zagrali w duecie wiele imprez. Czy wasz świat przypadkiem nie kręci się dookoła was samych?
Magda: My naprawdę wierzymy w tę muzykę i na pewno nie robimy niczego dla pieniędzy. Nie jesteśmy z tych, którzy wpadają do klubu 10 minut przed setem i wychodzą zaraz po. Jesteśmy gotowi czekać 24 godziny na swoją kolej, bo kiedy potem widzisz jak ludzie wariują, to wiesz, że było warto. Rich był kiedyś moim guru. Teraz jesteśmy przyjaciółmi ale wierzymy w siebie i szanujemy się nawzajem.

Sound Revolt: Behrouz powiedział niedawno „Richie Hawtin i jego znajomi [...] przypominają mi mafię: wszyscy świetnie się znają, razem jeżdżą od jednego klubu do drugiego i razem grają. [...] Nigdy nie byli zainteresowani tym, co ludzie chcą usłyszeć, po prostu grali to, na co sami mieli ochotę”. Jak to skomentujesz?
Magda: Jak to skomentuję? Każdy ma prawo do własnej opinii. Jeżeli ktoś w ten sposób postrzega mnie czy Richa, to w porządku. Jednak wiem, że to bardzo egoistyczne stwierdzenie. Być dobrym didżejem, to współpracować z ludźmi w klubie, grać właśnie dla nich, nie dla siebie. Uczę się tej sztuki od lat, więc to co powiedział Behrouz raczej nie ma tu zastosowania.


[Następna strona]

triangleKomentarze[2]
Dodaj komentarz

Projekt i wykonanie: Sebastian Napora :: Wszelkie prawa zastrzeżone © 2003-2006 Sound Revolt