...ciąg dalszy artykułu Sound Revolt: Co oznacza Return To Mono? Slam: Generalnie oznacza to powrót do korzeni – do tego kim kiedyś byliśmy, do tego co robiliśmy. Zawsze byliśmy didżejami-rezydentami i Retutn To Mono pozwala nam do tego wrócić. Imprezę Pressure w Glasgow robimy dla kilku tysięcy ludzi, podczasy gdy RTM to mniejsza klubowa biba.
Sound Revolt: Mówicie, że praca z wokalistami przy płycie „Year Zero” była czymś nowym i nietypowym. Jak dużo wolności mieli ci artyści w studiu? Slam: Właściwie zero. To był w pewnym sensie album retrospektywny – nigdy wcześniej czegoś takiego nie robiliśmy. Zawsze staraliśmy się robić muzykę futurystyczną, ale przyszedł moment, w którym chcieliśmy przywołać trochę innych wpływów. Zabrać naszą muzykę tam, gdzie sami niegdyś byliśmy. Chcieliśmy pokazać czym jest i był Slam. Wiele osób myśli, że Slam równa się techno, a tymczasem był taki czas, gdy myśleliśmy: techno równa się schranz, a z tym nie chcieliśmy mieć nic wspólnego. Muzyka elektroniczna wyszła od funku i wielu innych kultur a „Year Zero” dała nam szansę, żeby to pokazać. Na przykład Tyrone Palmer wprowadził nieco chicagowskiego posmaku.
Sound Revolt: No tak, ale skoro nie miał wolności twórczej, to był to posmak, który wymyśleliście wy. Slam: Tak. Ale wiesz – nie ma wielu gości w Glasgow, którzy potrafią tak śpiewać (śmiech).
Sound Revolt: A jaki był klucz przy wyborze współpracowników? Slam: Skontaktowało się z nami kilka osób. Przyjaźnię się z Kevinem Saundersonem, jestem też jego wielkim fanem od lat i chcieliśmy, żeby jego żona – Ann – zrobiła z nami kawałek. Tyrone i Dot Allison świetnie sprawdzili się na naszej poprzedniej płycie, więc po prostu wybraliśmy ludzi, z którymi będziemy się dobrze czuć. Billy Ray Martin sama się do nas zgłosiła, a my byliśmy fanami jej twórczości.
Sound Revolt: „Blind Lights Fading” to mój ulubiony numer na płycie. Slam: Mój także. Chyba jest najlepszy, bo ma to elektroniczne, kliniczne brzmienie uduchowione przez wokal Ann. Elbee Bad to koleś z Brooklynu, którego poznaliśmy w Berlinie. Jest DJ-em, angażuje się w berlińską scenę. Jest szalony. Puściłem mu kawałek, a on stwierdził, że może coś do tego zarapować. No i udało się. Mieliśmy świetne stosunki z każdym artystą, z którym pracowaliśmy przy „Year Zero”. Chcieliśmy pracować z ludźmy wyjątkowymi dla nas.
Sound Revolt: I którzy będą posłusznie wykonywać polecenia. Slam: Tak (śmiech).
Sound Revolt: Czy prace nad płytą Billy Ray Martin już się rozpoczęły? Slam: Nie wiem. Chciała, żebyśmy wyprodukowali kilka rzeczy, ale postanowiliśmy w to nie wchodzić. Nie chcieliśmy być zaabsorbowani pracą nad czyimś projektem. Obecnie pracujemy nad nowym albumem.
Sound Revolt: Czy znów zajmie wam to wieki? Slam: Zdecydowaliśmy się robić jeden kawałek w tygodniu. Po prostu nagrywać, eksperymentować. To będzie zupełnie inna płyta od poprzedniej. Ta będzie o tym, jak widzimy przyszłość muzyki elektronicznej. Postanowiliśmy wziąć wszystkie nasze ulubione filmy i tworzyć muzykę pod obraz. Obraz wyzwala emocje i pomyślelismy, że może być ciekawie.
[Poprzednia strona][Następna strona] Komentarze[1]
Dodaj komentarz
|