...ciąg dalszy artykułu Sound Revolt: A wracając do teraźniejszości. Czy zrobiłeś jakieś utwory specjalnie na „Porterhouse Vol. 2”? Steve Porter: Tak, ale najpierw zebrałem muzykę, do której licencje chciałem zdobyć a potem siadłem w studiu, żeby uzupełnić to, co udało mi się zebrać. Na przykład: gdy chciałem, żeby w określonym miejscu albumu wybrzmiał breakbeat, siadałem i robiłem kawałek breakbeatowy. Nigdy wcześniej w ten sposób nie pracowałem ale w 3 tygodnie zrobiłem 8, 9 utworów – zupełnie nowych, stworzonych tak, by pasowały do kompilacji. To całkiem fajne robić coś, co ma się wpasować w jakiś większy plan.
Sound Revolt: A czy prosiłeś innych artystów o zrobienie czegoś na ten album? No i jak długie były oryginały? (śmiech) Steve Porter: To już druga kompilacja „Porterhouse” i tak jak poprzednio zwróciłem się przede wszystkim do swoich lokalnych przyjaciół z Bostonu i Nowego Jorku oraz kilku z innych części świata. Do tych ludzi, których bez problemu mogę poprosić o to, żeby mieli na uwadze fakt, że składam kolejną płytę i poszukuję materiału. W zamian dostaję bardzo różnorodne utwory, ale przyjaciele znając mój styl grania, jak najbardziej próbują zaspokoić moje potrzeby. Kawałki nie trwają więc 10 a 5 minut.
Sound Revolt: „Hej, potrzebuję kawałka na nową kompilację ale z racji tego, że użyję pewnie góra 1,5 minuty, 3-minutowy w zupełności wystarczy” (śmiech)... Słuchając pierwszej płyty „Porterhouse vol. 2” obawiałem się, że już zupełnie przeszedłeś na ciemną stronę mocy – ten krążek to kompletnie niestrawny dla mnie młyn spod znaku happy house. Pod którym CD podpisałbyś się z większą chęcią i pewnością? Steve Porter: Nie wiem, jak na to odpowiedzieć. Najchętniej to bym zmiksował obie te płyty w jedną – nagrałbym jeden 2,5-godzinny miks. Dziś jestem DJ-em dużo bardziej skupionym na imprezie – nie staram się być zbyt inteligentny. A recenzje mam różne – są ludzie, którzy wolą CD 1...
Sound Revolt: No tak, bo te dwie płyty rezprezentują nieco inną muzykę. Mogą być podobne jeśli chodzi o styl i sposób w jaki je miksujesz, ale ja wychowałem się na dość ciemnych rzeczach i old school funky house zawsze był dla mnie wcieleniem zła. Steve Porter: Funky house gram w klubach podczas wczesnych godzin a CD 1 jest mniej więcej ścieżką dźwiękową do pierwszych chwil imprezy, gdy nie ma jeszcze zbyt wielu osób i starasz się stworzyć ciepłą atmosferę.
Sound Revolt: Roztańczyć dziewczyny. Steve Porter: Dokładnie. W tym rzecz. Bo z czasem możesz grać coraz bardziej odważnie i bezkompromisowo i właśnie takie jest CD 2.
Sound Revolt: A dlaczego przeniosłeś serię „Porterhouse” z Fade Records do EQ Recordings? Steve Porter: Chris Fortier (właściciel Fade – przyp. red.) pomógł mi ogromnie w ciągu ostatnich niemal 10 lat ale przed rokiem postanowił skupić się na swojej karierze. Pomyślałem więc, że to dobry moment, żeby sprawdzić, jakie są inne opcje na wydawanie kompilacji. EQ ma świetną dystrybucję, więc praca z nimi to wielka okazja.
Sound Revolt: Chris także wyda u nich swój album autorski. Steve Porter: Tak, to wspaniała wytwórnia. Tom (Tom Pandzic – szef EQ/Stomp – przyp. red.) i cała jego ekipa są prawdziwymi pośrednikami między undergroundem i mainstreamem.
[Poprzednia strona][Następna strona] Komentarze[3]
Dodaj komentarz
|