 Rui Da Silva, lat 33, od dawna uznawany jest za najlepszy produkt eksportowy Portugalii. Jego nazwisko stało się synonimem dobrej muzyki. Gdy w 2000 roku jego utwór "Touch Me" stał się światowym przebojem, Rui trafił do panteonu sław jako jeden z najlepszych producentów tribal i progressive. 14 czerwca nareszcie trafił do Polski gdzie zagrał w warszawskiej Piekarni. Udało mi się zająć mu trochę czasu i oto, co wyjawił czytelnikom Soundrevolt. Miłej lektury.
Wielkie dzięki dla Maćka Niedźwiedzia z Amoeby za umożliwienie przeprowadzenia wywiadu.
Sound Revolt: Na początku lat 90. musiałeś być pionierem w Portugalii. Co skłoniło Cię do tworzenia muzyki? Rui Da Silva: Rzeczywiście byłem pionierem, bo nikt inny w Portugalii nie robił muzyki tanecznej. Nagrywałem swoje pierwsze demówki i promosy. Potem pojechałem do Londynu, sprzedałem parę płyt i wróciłem. Wtedy właśnie zacząłem współpracować z didżejem Vibe, który również był prekursorem w naszym kraju. Razem stworzyliśmy project Underground Sound Of Lisbon, który odniósł spory sukces na początku lat 90. w Nowym Yorku i na całym świecie.
Sound Revolt: Tak, ale dlaczego wybrałeś akurat muzykę taneczną? Rui Da Silva: Zawsze byłem mocno związany z muzyką i z inżynierią dźwięku. Pod koniec lat 80. pojawiła się muzyka taneczna, w której najbardziej kręciło mnie to, że w jej tworzeniu chodzi tylko i wyłącznie o dźwięk.
Sound Revolt: A jak teraz wygląda scena w Portugalii? Rui Da Silva: Jest naprawdę dobrze. Jeżdżę tam w miarę często, chociaż na stałe mieszkam w Londynie. Jednak każde odwiedziny rodzinnych stron to świetnie spędzony czas. W Portugalii mamy sporo wytwórni, didżejów i producentów, a wielu rozpoznawanych jest na całym świecie, z czego bardzo się cieszę. Wydaje mi się, że sukces "Touch Me" porównać można z wpływem, jaki wywarł Daft Punk na scenę we Francji. "Touch Me" bardzo pomógł portugalskim artystom uwierzyć w swoje siły i zachęcił ich do wytężonej pracy.
Sound Revolt: Dlaczego postanowiłeś założyć nową wytwórnię w 2000 roku? Czy chciałeś po prostu mieć własny label, czy może coś było nie tak z Kaos? (pierwsza wytwórnia Da Silvy - przyp. red.) Rui Da Silva: Założyłem Kaos, lecz kiedy przeprowadziłem się do Wielkiej Brytanii, postanowiłem sprzedać swoje udziały. Potrzebowałem wytwórni żeby wydawać swoje produkcje w Anglii i dlatego powstał Kismet.
Sound Revolt: Na początku swej kariery byłeś głównie producentem, lecz po sukcesie "Touch Me" zająłeś się także graniem. Co obecnie zajmuje Ci najwięcej czasu? Rui Da Silva: Ostatnie dwa lata to przede wszystkim granie. Czasem wolałbym zostać w studiu, lecz niestety jest to coraz trudniejsze. Ludzie odchodzą od kupowania winyli i kompaktów, na rzecz mp3 ściąganych z internetu. Ta trudna sytuacja popchnęła mnie do didżejki. Zrobiłem to też dlatego, że ludzie chcieli wiedzieć o co chodzi w mojej muzyce, więc postanowiłem osobiście im to pokazać.
Sound Revolt: Co możesz mi powiedzieć o 100 tysiącach funtów grzywny za wykorzystanie w "Touch Me" sampli z utworu "Chant no.1" grupy Spandau Ballet? Rui Da Silva: To nie była grzywna. Zostałem pozwany przez BMG i musiałem opłacić koszty procesu i oddać część udziału w zyskach z "Touch Me".
Sound Revolt: Nie oponowałeś? Rui Da Silva: Nie. Nie zdziwiło mnie to, co się stało, lecz niestety używanie czyjejś muzyki w swoich numerach jest wciąż przestępstwem. W muzyce jest przestępstwem, podczas gdy w malarstwie jest dozwolone. Andy Warhol robił tak z wizerunkiem puszki Campbell's i zdjęciami Marylin Monroe, lecz nigdy nie został pozwany. Wręcz przeciwnie - nazwano to sztuką. Z muzyką to już jednak inna historia. To również sztuka, lecz jej rozwój i twórczość ograniczane są przez wielkie wytwórnie płytowe kontrolujące rynek.
Sound Revolt: Mógłbyś w dwóch słowach opisać muzykę, którą produkujesz pod różnymi pseudonimami? Jaki cel kryje się pod każdym z Twoich projektów? Ja rzucę nazwę, a Ty opowiesz historię: Rui Da Silva. Rui Da Silva: To mój solowy projekt dla wokalnych utworów i muzyki bliskiej mainstreamowi (ang. główny nurt - przyp. red.) - nie tak głębokiej i emocjonalnej.
Sound Revolt: Doctor J Rui Da Silva: Doctor J to ktoś inny, który już nie istnieje (śmiech). A tak na poważnie, był to pseudonim, którego używałem robiąc numery w Portugalii. Gdy wyjechałem do Londynu, postanowiłem zabić Doctora J i stworzyć Rui'ego Da Silvę.
Sound Revolt: Teimoso Rui Da Silva: Teimoso to po prostu inny pseudonim stworzony dla bardziej jadących numerów. Wpadłem na tę nazwę, gdy robiłem kawałek na Hooj Choons.
Sound Revolt: Saffron (ang. szafran - przyp. red.) Rui Da Silva: Pod tym pseudonimem powstał mój pierwszy numer w Londynie. To był także mój pierwszy remiks. Wybrałem tę nazwę, ponieważ mój pies wabi się Saffron, moje studio mieści się na ulicy Szafranowej, więc szafran odgrywa dużą rolę w moim życiu.
Sound Revolt: The Four Elements (ang. cztery żywioły - przyp. red.) Rui Da Silva: Stworzyłem kawałek "Earth" kilka lat temu w Portugalii, lecz niestety go zgubiłem. Kiedy przeniosłem się do Anglii, odnalazłem "Earth" i jednocześnie postanowiłem zrobić "Water", który został 3. wydawnictwem Kismet. Z kolei w zeszłym roku powstał "Fire" i "Fifth Element". W tym tygodniu pracowałem nad "Air", którego pierwszą wersję zagrałem dzisiejszej nocy. Jest jeszcze nieskończony, ale został tu bardzo dobrze odebrany.
[Następna strona] Komentarze[0]
Dodaj komentarz
|