Switch to English versionStrona główna serwisuArtykułyWywiady z producentami i didżejamiRecenzje CD i winyliNowe wydawnictwaProducenci i didżejeImprezy, na które warto się wybraćForum dyskusyjneSety didżejskie do pobraniaGaleria zdjęćSłownik Pojęć ElektronicznychStopka Redakcyjna
Wywiad z Jamesem Holdenem

James Holden

Ciekaw jestem, którą zeszłoroczną imprezę uznawałbym za najbardziej udaną, gdyby 18 października, Warszawy nie odwiedził James Holden? Zastanawiam się też, co Charlie Jan umieściłby na miksie promującym Sentence Progressive Pink Night, gdyby utwór „One For You” nigdy nie powstał? Co by było, gdyby na autorskiej płycie Sashy – „Airdrawndagger” –zabrakło jednego z jej filarów, utworu „Bloodlock”? Kto nagrałby Essential Mix, 20 stycznia 2002 roku i czy znalazłby się na nim „Red Pilot” Yunusa?

Na szczęście, James Holden istnieje i ma się świetnie! 23 sierpnia drugi raz odwiedził Polskę, ponownie porywając swoją muzyką, wypełnioną po brzegi Piekarnię. Takiej okazji nie mogłem przegapić i dzięki uprzejmości Decadance, poniższa rozmowa mogła mieć miejsce.

Sound Revolt: Rezydujesz w dwóch super-klubach: brytyjskim Passion i holenderskim Kremlin. Czy widzisz jakieś różnice w zachowaniu się publiczności tych dwóch miejsc? Jak to się ma do Polski?
James Holden: Podczas zeszłorocznej imprezy miałem wrażenie, jakby cofnął się czas. Przypomniał mi się okres, kiedy to mając 18, 17, 16 lat, zaczynałem chodzić do prawdziwie undergroundowych klubów. W Warszawie znów się tak poczułem i nie da się tego porównać z niczym innym.

Sound Revolt: A zdarza Ci się czasem grać holenderski trance w Kremlin? Czy próbujesz się jakoś dopasować do miejsca, w którym akurat występujesz?
James Holden: Nie mogę grać holenderskich trance’ów, bo ich po prostu nie lubię (śmiech). A wracając do publiki, to zauważyłem, że Holendrzy nie lubią długich breakdownów. Dziwne...

Sound Revolt: A nie masz wrażenia, że breakdowny robią się ostatnio coraz dłuższe?
James Holden: To już zależy, czy gra Digweed (śmiech)

Sound Revolt: No tak. Co czułeś, gdy Nick Warren umieścił „Horizons” na swojej liście przebojów?
James Holden: Szczytowałem! Nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Byłem zdumiony!

Sound Revolt: Jednak mimo sukcesów wciąż wydajesz się być bardzo skromną osobą. Kto pomógł Ci nie popaść w samo-zachwyt?
James Holden: Moja dziewczyna. Może i udaje mi się grać w porządku kawałki, lecz przez resztę czasu jestem idiotą! (śmiech) Ona mi takie rzeczy mówi!

Sound Revolt: Świetna motywacja!
Leon: Mam to samo z moją kobietą.
Nermal: Potwierdzam! (śmiech) To może trochę o innych związkach? Nie chcę pytać o szczegóły rozstania z Silver Planet, jednakże ciekawi mnie kwestia nieuczciwości w relacjach między artystami a wydawcami. Czy oszustwa są na porządku dziennym?
James Holden: Kiedy w końcu zrozumiałem, że przez 3 lata współpracy z Silver Planet, wytwórnia nie była wobec mnie uczciwa, postanowiłem się od niej uwolnić. Rozmawiałem też z wieloma znajomymi artystami i niemal wszyscy mieli podobne doświadczenia na swoim koncie. Teraz więc staram się pomagać moim przyjaciołom, którzy stawiają pierwsze kroki w przemyśle muzycznym. Wraz ze swoją dziewczyną doradzamy im przy podpisywaniu kontraktów, żeby nie dali się oszukać. Mimo to, w tym miesiącu ktoś próbował swoich sztuczek na jednym z moich przyjaciół. 18-letni dzieciak, który marzy o wydaniu swojej pierwszej, czy drugiej płyty, nie myśli o pewnych sprawach. Nie myśli sobie: „Powinienem się upewnić”. Myśli: „Pieprzyć to! Chcę wydać płytę!”. Na świecie jest sporo ludzi, którzy żerują na takich właśnie osobach. Jednak uczciwi właściciele wytwórni też oczywiście istnieją i odnoszą się do swoich artystów z szacunkiem. To właśnie dzięki nim ten interes jeszcze się kręci.

Sound Revolt: Więc teraz czas na własny label? Skąd nazwa Border Community?
James Holden: Wymyślanie trwało wieki! Za każdym razem, gdy podobała nam się już jakaś nazwa, to okazywało się, że jest już zajęta. No i ta ostateczna jest właściwie połączeniem dwóch nazw, które nam się spodobały (śmiech). Nasz dom, nasi przyjaciele, z którymi gadamy przez Internet i próbujemy się umówić to taka mała społeczność (ang. community - przyp. aut.). Nie wszyscy jednak tworzą muzykę. Jedni zajmują się sztukami plastycznymi, inni lubią po prostu opowiadać historyjki, jeszcze inni gadać, kręcić jointy - lista ciągnie się w nieskończoność. Jest to społeczność istniejąca na granicach różnych aktywności człowieka. Nie jesteśmy np. stricte progressive ani nic w tym rodzaju. Potrafimy się cieszyć małymi rzeczami.

Sound Revolt: Nooo! Właśnie tak myślałem!
James Holden: (śmiech)

Sound Revolt: No dobra, ale jakie macie plany wydawnicze i kim jest Nathan Fake?!
James Holden: Już o nim słyszałeś?! Nathan ma 20 lat i jest przesłodkim gościem, który tak naprawdę wcale nie lubi progressive house’u. Jemu się podoba tylko techno i Boards of Canada. To chyba dlatego właśnie jego produkcje brzmią jak połączenie techno z Boards of Canada (śmiech). Jego utwór „Outhouse”, to nasze drugie wydawnictwo. Po nim będzie jeszcze mnóstwo różnych rzeczy. Nie wszystkie kawałki będą hitami i w ich przypadku nie spodziewamy się osiągać takiej sprzedaży jak przy innych produkcjach. Będą to numery z kręgu tech-house, lo-fi - generalnie melodyjne, wzruszające i pełne wyrazu - wszystkie dobre na swój własny sposób. Następny w kolejce stoi szwedzki artysta - Petter. Mamy nadzieję z nim współpracować i pozwolimy mu na wszystko, gdyż uważamy go za jednego z najlepszych producentów na świecie.

Sound Revolt: Wspominałeś o nim w jednym z wywiadów, lecz nie miałem okazji jeszcze usłyszeć jego muzyki.
James Holden: Niedługo wychodzi moja kompilacja, na którą wrzuciłem aż 3 jego produkcje, więc usłyszysz.

Sound Revolt: Świetnie! Ale pytanie o kompilację padnie później...
James Holden: James Holden: Aaa, to OK!

Sound Revolt: Co myślisz o Yunusie, Mo Shicu i całej nucie Bliskowschodniej? Na wielu forach internetowych Wasze nazwiska często pojawiają się koło siebie, jako tych, którzy nieustannie rozwijają muzykę.
James Holden: Naprawdę? Mo Shic i Yunus są zdecydowanie bardziej progresywni, lecz bardzo szanuję ich pracę. Wożę ze sobą kawałki Yunusa i sprawdzam, czy są dobre. Niektóre z nich są wręcz olśniewające! Dobre jest też to, że scena rozwija się w internecie. To jedna z pozytywnych cech sieci. Ludzie z całego świata akceptują się wzajemnie, wewnątrz sceny globalnej, nie zaś jak kiedyś, wokół ośrodków w Europie, czy Stanach Zjednoczonych.

Sound Revolt: Odwiedzasz jakieś fora internetowe?
James Holden: Nie, wcale! No, ale kiedyś, nudząc się śmiertelnie w podróży, zdarzało mi się okazjonalnie zaglądać do laptopa. Jednak to trochę przygnębiające. Myślę, że większość ludzi na tych forach nie ma najmniejszego pojęcia, o co chodzi w muzyce. To przypomina bardziej zbieranie znaczków. Same bzdury!

Sound Revolt: Zgadzam się z tym, co kiedyś powiedziałeś w jednym z wywiadów, że 90% artystów na rynku, korzysta z cudzych pomysłów do robienia własnej muzyki. Chodzi mi tu podejście typu: „Chciałbym, żeby to brzmiało jak tamten numer”.
Z tym, że na Twojej sierpniowej liście przebojów znalazł się PQM - „You Are Sleeping” w remiksie Luke’a Chable’a. Dla mnie ten kawałek brzmi jak James Holden!
Leon: Zdecydowanie tak!
James Holden: [chwila zakłopotania]

Sound Revolt: Mam Cię!
James Holden: Nie chciałbym powiedzieć, że to brzmi jak mój utwór, chociaż linia basowa rzeczywiście zbliżona jest do mojego ulubionego odkurzacza. Jednak muzyka Luke’a jest niesamowita i wcale nie brzmi wtórnie. Słyszałem już wiele prób kopiowania moich pomysłów i Chable’a nie zaliczam do tej grupy. Może to ten sam dźwięk, lecz dla mnie brzmi oryginalnie.

Sound Revolt: Czyli jest to dobra kopia!
James Holden: Nie! Słyszałem już kawałki, które budowano od niskich i głębokich dźwięków, melodyjek z pogłosem i innych takich zabiegów. Potem nadawano im jeszcze odpowiednie, progresywne brzmienie. To koszmar, lecz nie gdy robi to Luke Chable. On jest prawdziwym artystą, rozumiesz?

Sound Revolt: Jasne. „You Are Sleeping” brzmi naprawdę dobrze. Przejdźmy jednak do Twoich produkcji. Na początek, „Nothing”. Moim zdaniem promosy były rozdawane zbyt wcześnie. Zanim jeszcze doszło do oficjalnego wydania Ty i inne gwiazdy jak Sasha, czy Tiesto, zdążyliście po prostu skatować kawałek.
James Holden: To był właśnie ten moment, kiedy zacząłem zdawać sobie sprawę, że Silver Planet to wcale nie są mili ludzie. Chcieli wymusić na mnie decyzję wydania „Nothing” pod ich szyldem, twierdząc, że ten numer należy do nich. Nie mieli do tego prawa, bo kontrakt, który z nimi podpisałem jako nastolatek, nie obejmował utworów, których nie jestem autorem. To był prawny bałagan! Wiedząc, jakimi są kłamcami i złodziejami, nie pozwoliłem im wydać „Nothing”. W odwecie usiłowali mi uniemożliwić wydanie go gdziekolwiek indziej. I tak po 6 miesiącach, wciąż gówno z tego było - trwała tylko wojna. Myślałem, że płyta już się nie ukaże. Aż w końcu, wiedząc, że mamy rację, powiedzieliśmy im: spieprzajcie, wydajemy na Loaded! Właśnie dlatego to wszystko trwało tak długo. Strasznie gra mi to na nerwach!

Sound Revolt: Mi też grało, bo naprawdę lubiłem ten numer, lecz kiedy polscy didżeje, wreszcie mogli go dorwać w swe ręce, to ja musiałem z krzykiem uciekać z parkietu, bo...
James Holden: ... ten numer miał już prawie rok - wiem!

Sound Revolt: A tak w ogóle to Leon pierwszy go zagrał.
James Holden: Uuups

Sound Revolt: No a ja go pierwszy raz usłyszałem na Twoim secie ze Screen w Helsinkach.
James Holden: O! To on wtedy nie byłe jeszcze skończony. To było tylko jakieś demo.

Sound Revolt: No a skąd się wziął tytuł „93 Returning Mix”
Leon: Też się właśnie zastanawiałem!
James Holden: Kiedy skończyłem nad nim pracować, przypomniał mi się rok 1993, kiedy siedziałem w klimatach Paula Oakenfolda i goa trance. Byłem wtedy bardzo młody (śmiech). Więc pomyślałem sobie - pieprzyć to - 93 rok powraca! Jest też takie graffiti w Londynie: "39 returning", czy jakoś tak...

Sound Revolt: Myślę, że autorowi nie chodziło raczej o muzykę.
James Holden: Prawdopodobnie to miało jakieś inne znaczenie, ale pomyślałem - nie! 93 powraca! Dajcie trance z powrotem! Ale teraz już mi się trance znudził (śmiech).

Sound Revolt: Co z kontynuacją „Nothing”?
James Holden: Hmm, jestem na półmetku (śmiech).

Sound Revolt: Hmm, byłeś na półmetku kilka miesięcy temu (śmiech).
James Holden: Wiesz, w ciągu roku mój gust trochę się zmienił i trudno jest mi teraz przebić tak popularny numer lubiany przez masę dziewczyn. Gdybym mógł robić to, na co mam ochotę, to napisałbym coś w klimacie leftfield, a nie super przebój dla masowego odbiorcy.

Sound Revolt: Więc nie czujesz się producentem wielkich hitów? (śmiech).
James Holden: Trudno jest wejść do studia i powiedzieć sobie: "dzisiaj zrobię wielki hit!". Wchodzisz tam z pewną wizją i ją realizujesz. Mieliśmy z Julie pewien pomysł, który jednak ostatecznie odrzuciłem. Teraz pracuję nad nowym, który naprawdę mi się podoba. Sądzę, że to najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłem - ale ja zawsze tak mówię (śmiech).

Sound Revolt: To ile czasu zajmuje Ci zrobienie numeru?
James Holden: To zależy. Czasem udaje się coś zrobić bardzo szybko - w dwa dni. Ale na przykład przy "Break In The Clouds" spędziłem dwa dni, edytując pierwsze dwie minuty.

Sound Revolt: Co?! Pierwsze dwie minuty?
James Holden: Dodałem tylko trochę werbli, pogłosów i takich tam. Gdyby moja dziewczyna weszła do pokoju kiedy przez pół godziny wsłuchuję się w pojedyncze "klik" czy "klak", które trwają raptem pół sekundy, powiedziałaby: "James, jesteś idiotą!" (śmiech).

Sound Revolt: Co z Twoimi innymi projektami? Co z Alim Wellsem (aka Perc)?
James Holden: Coś zrobimy razem... Na pewno coś razem zrobimy! Przez ostatni rok dużo didżejowałem, ale teraz chcę trochę odpuścić i poświęcić więcej czasu na produkcję. Chcemy coś razem zrobić choćby dlatego, że będziemy mogli to potem nazwać "James and The Giant Perc" (aluzja do słynnej książki p.t. „James and The Giant Peach” - przyp. tłum.)


[Następna strona]

triangleKomentarze[7]
Dodaj komentarz

Projekt i wykonanie: Sebastian Napora :: Wszelkie prawa zastrzeżone © 2003-2006 Sound Revolt