Trochę jestem spóźniony z tą recenzją, bo przecież singel ukazał się jeszcze przed Świętami, ale powodem mojego ociągania się wcale nie było lenistwo, tylko problemy z określeniem własnego nastawienia do tego wydawnictwa. Czy mi się udało?
Narzekanie zacznę od tego, że na promosie, który otrzymaliśmy z wytwórni są trzy wersje utworu „Kontact”. Że trzy, to dobrze, ale że wszystkie niewiele się od siebie różnią, to już chyba źle. A najgorsze już jest to, że wszystkie są cholernie nudne i zawsze z trudem udaje mi się przesłuchać całą płytkę. No, może pierwszy remix zasługuje na ciepłe słowo, bo przynajmniej tutaj autor zdecydował się zrezygnować z tych irytujących pseudo breakdownów. „Pseudo”, bo wygrywany na fortepianie filmowy motyw na tle dwóch prostych akordów, to jednak trochę za mało, żeby mnie zadowolić.
Niektórzy didżeje zwykli mawiać, że dla każdego numeru jest miejsce w secie. Coś w tym twierdzeniu jest, bo jeśli miałbym do tych produkcji jeszcze kiedyś wrócić, to właśnie tylko słuchając ich w didżejskim secie.
Zaloguj się by zagłosować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.
Wyświetlam: Oczekuje na 3 głosy (0)
Słaba
Dobra
Linki