Mówi Wam cokolwiek nazwisko Lavelle? W perspektywie zbliżającego się wielkimi krokami koncertu UNKLE w Warszawie - na pewno tak. Tutaj mała niespodzianka - Fictą „dowodzi” nie James, ale jego młodszy brat Aidan Lavelle. „Eli” to jego debiut jako samodzielnego autora i producenta (wcześniej współtworzył m.in. Mode oraz Vector13).
Już niemal tradycyjnie pierwsza odsłona nosi tytuł Original Mix. Produkt pracy twórczej Pana Aidana od pierwszych sekund meandruje wokół skocznego rytmu wygrywanego przez instrumenty z grupy perkusyjnych (z przewagą dźwięków a’la bongosy) oraz pulsujący bas. Po kilku taktach porządek tej zabawy burzy mały breakdown. Ma on niemal podręcznikowy charakter – stonowana zostaje praca basu i perkusji, na plan pierwszy wychodzą klawisze oraz piękna, posiadająca rozchmurzające właściwości melodia grana na instrumentach strunowych (w tym wypadku brzmiących łudząco podobnie do nylonowych strun gitary akustycznej). Siarczysty podkład z przesterowanym basem oraz niespokojne, wygrywane w tle nuty sprawiają, że fragment zyskuje monumentalny charakter. Nasuwa się tu skojarzenie z ubiegłorocznym szlagierem Anarcrusan - „In My Mind”. Skojarzenie o pozytywnym wydźwięku, gdyż melodia tamtego kawałka po dziś dzień nie znalazła ujścia z mego ucha. Podobne syndromy zauważam już w przypadku „Eli”. Aż strach się bać, co młodzian Lavelle sprezentuje nam w przyszłości. Tymczasem docieramy do Zabielas Rave Lizard Remix.
Zabiela to wirtuoz decków. Nie każdemu podoba się jego charakterystyczny sposób interpretacji elektroniki, a co za tym idzie często narastają spory, wokół jego produkcji. Tym razem jestem prawie pewien, że wątpliwości żadnych nie będzie, zrobił on bowiem z „Eli” to, co zrobić powinien - dynamiczny kawałek z dodatkowymi samplami oraz poważnie przearanżowaną sekcją rytmiczną. Remiks jest zakręcony i odjechany na całej długości, niczym rumuński alterglobalista na karnawale w Rio. Kto zna choć trochę twórczość Jamesa Z. wie co mam na myśli. Kolejny duży plus wędruje na konto tego wydawnictwa. Byłbym zapomniał – jeden z członów w nazwie remiksu pochodzi od pseudonimu „rave lizarda Jigga”, którego głos możemy usłyszeć w utworze.
Jakby nie kalkulować - dwie „Ele” zawarte na krążku to niecałe 15 minut muzyki, ale jest to kwadrans bardzo smacznej muzycznej uczty, którą warto sobie sprezentować. Tutaj jedno jest pewne: nie kupujemy kota w worku, Ficta zawieść nie powinna.
Zaloguj się by zagłosować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.
Wyświetlam: Oczekuje na 3 głosy (2)
Słaba
Dobra
Linki