Kolejna na scenie postać z bagażem muzycznych doświadczeń. Derek Howell, podobnie jak jego sławny kolega po fachu Matthew Dekay - zawzięcie wciela żywe instrumenty w elektroniczną konwencję, opierając swoje produkcje na organicznym, instrumentalnym zarodku, wokół którego rozwija się taneczna skorupa. Nie inaczej jest w przypadku „Funk It”, którego siłą przewodnią jest skoczny, funkowy temat wygrywany przez gitarę. Bardzo podobnie podszedł kiedyś do swego kawałka „Time to Think” wspomniany juz Dekay, jednak - nie umniejszając opisywanemu tutaj utworowi – z lepszym efektem. Howell, jak sam przyznaje stworzył wesoły kawałek, który odzwierciedlał jego nastrój tegoż dnia. I rzeczywiście, jest to niezobowiązująca, pełna optymizmu house’owa szarada zachodzących na siebie: sekcji, gitary oraz smyczków. Porywające to nie jest, ale jak najbardziej pozytywne. Co się zaś tyczy propozycji breakbeatowej to trzeba przyznać, że czerpie ona garściami z najlepszych, w mojej opinii, wzorców z tego pola. Nic dziwnego, Derek nie od dziś propaguje breaki w swoich setach. Wynik jego „uszlachetnienia” uderza po głowie niczym Scrambler w remiksie Lo-step. Bardzo ciekawe pomysły zostały w mistrzowski sposób przeniesione na praktyczny grunt tworząc jedną, spójną i nieziejącą nudą całość. Mimo, ze omawiane dzieło nie jest pod żadnym względem w stanie przebić genialnej EP-ki „Might as Well Have a Gasoline Fight” to umacnia pozycje Dereka w szeregu najbardziej nieszablonowych i kreatywnych producentów, jacy obecnie tworzą. Z wyczekiwaniem patrzę na jego kolejne propozycje.
Komentarze[0]
Dodaj komentarz
|