Sultan, Stephanie, Shivers, Shinichi – sporo tych S jak na jedno wydawnictwo. Aż chciałoby się krzyknąć Super! Tak przecież zwykle kończyły się wspólne przedsięwzięcia Sultana, Veziny i odłamu Yoshitoshi. Czy tak jest tym razem?
Gdyby odpowiedzi szukać tylko w oryginale, to byłaby ona z pewnością twierdząca. Przesadziłbym pisząc, że na samą myśl o beacie tworzonym przez Ossamę Al Sarrafa przechodzą mnie ciarki, ale ta miękkość stopy i krystaliczne haty są wyrazem największej maestrii. Fanów jego twórczości „Shivers” na pewno nie zaskoczy. Rzewna melodia na gitarze i melancholia w głosie Stephanie w połączeniu z wspomnianym beatem to jednak coś, czego mogę słuchać w dużych ilościach.
Problem pojawia się, gdy machina zwana sekcją rytmiczną zostaje wymieniona na mniej magiczną. Bo niemal tylko do tego ograniczył się Tommyboy tworząc aż trzy wersje „Shivers”. Niestety miksów Housematic Vocal i Dub z ich tłukącymi po głowie beatami słucham tylko do połowy, bo jestem uczulony na monotonię. Remix Węgra różni się od wyżej wymienionych, lecz znów zbyt blisko mu do oryginału. Lenistwo, brak pomysłu, czy wymóg wytwórni?
Narzekaniom moim kres kładzie Mannel, który sprytnie przearanżował partie oryginału, podporządkowując je przebiegle zawiłej rytmice. Dodał też brzdęk znany z „My Memory (Romania Edit)” Chaba i szelest z „Westworld” Chiapet, ale to już detale dla czepialskich.
Z kolei Clark Chemistry Mix można z przymrużeniem oka nazwać wersją dub oryginału. Podobny, choć spokojniejszy wydźwięk i mniej wokalu pasują do definicji.
Przyznam, że sześć utworów z tym samym motywem przewodnim przesłuchane kilkanaście razy odbija się poważną czkawką. Oczywiście taka moja dola i nie narzekam, lecz ten zestaw można by z powodzeniem zredukować o dwie wersje Tommyboya. Wtedy byłoby Super.
Zaloguj się by zagłosować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.
Wyświetlam: Oczekuje na 3 głosy (0)
Słaba
Dobra
Linki