|
- Cosmic Baby - A Tribute To Bladerunner Volume 1
- Rabbit In The Moon - Waiting For The Night
- Art Of Silence - West 4 (Crowd Control Dub)
- Habersham - Gently Shifting People (Relisys Remix Feat. Steve Alex)
- Hawke - Vivos En La Muerte
- Steiger - Ghost Sector
- Pmt - Afro Lava Lamp
- Young American Primitive - Voyage To The Great Attractor
- Gavin Hardkiss -See The Love Infinite (Ritm Remix) [Feat. Samples From Low End Specialists - Powerstation]
- Trafik - Surrender (Habersham & Blake Potter Mix)
- Matthew Dekay Vs Proluctors - Bad
- Andy Ling - Fixation (Hamel & Evolution 2005 Mix)
- Forme - Invincible
|
|
|
Czy z muzyką jest tak jak z filmem, o którym mamy wyrobione zdanie natychmiast po wyjściu z kina? Czy płytę można recenzować po 2-3 przesłuchaniach? Większość na pewno tak, ale w tym przypadku mamy do czynienia z albumem wyjątkowym, którego pełny smak poznałem dopiero po kilkukrotnym przesłuchaniu. Jonathan Lisle nie jest bynajmniej nowicjuszem. Jego promo miksy „Loose Cannon”, czy „Argentina” mieli na ustach niemal wszyscy czytelnicy forów internetowych. Lisle zdobył uznanie dzięki niebanalnemu repertuarowi i przemyślanym miksowaniu z trzech gramofonów, dzięki czemu w 2003 roku znalazł się także w słynnej setce DJ Maga. Pierwsza część płyty jest wolna, mroczna i dekadencka. Jak pochwała zła, podłych uczynków, a nawet śmierci. Kosmiczne dźwięki, galopujące synkopy, depechowskie teksty i niemal popowy wokal – jedno wplata się w drugie i przenika nawzajem bez najmniejszego zgrzytu. Jak on to zrobił, że tak różne numery obok siebie tworzą jednolitą całość? Niepojęte. Wraz z nastaniem utworu nr 8 klimat płyty zaczyna się stopniowo zmieniać. Melodie są łatwiej przyswajalne, beat, nawet ten połamany, staje się bardziej regularny a breakdowny bardziej atmosferyczne. Jednym zdaniem, płyta robi się coraz bardziej taneczna. W drugim zdaniu powiem, że także coraz bardziej przebojowa, a to za sprawą wspaniałego remiksu „Surrender”, niemal trance’owej produkcji Dekaya z Proluctors oraz finałowemu „Ivincible”. Pamiętam Jona z występów w Bydgoszczy i Warszawie, gdzie spędziliśmy razem trochę czasu. Obsesyjnie wprost pilnował swojego etui na płyty CD i nie rozstawał się z nim nawet na krok. Tak go pamiętałem do tej pory. Od teraz będzie mi się kojarzył także z tym wspaniałym albumem. Komentarze[2]
Dodaj komentarz
|