Turcja to kraj obfity nie tylko w amerykańskie bazy wojskowe, ale również w zdolnych producentów. Do ich grona wkroczył właśnie Emrecan Cakir, który za sprawą labelu Pangea Recordings „naraził” się na pióro Sound Revolt.
Ciarki na kończynach, przyśpieszony puls, skoki adrenaliny – tych osobliwości nie doświadczymy słuchając „Mesy”. Koncepcja budowy kawałka jest zbyt schematyczna i rażąco podobna do niektórych płodów Pako i Frederika. Uwaga! Miejscami aż wieje stęchlizną. Bardziej oryginalny i „progresywnie” brzmiący „Starfall” to także guma z trocinami. Bucząca sekcja plus głębokie synthy, którym brakuje wyrazistego punktu zaczepienia plasują całość w odległym, szarym szeregu zbiorów nagraniowych.
Dwie ostatnio recenzowane przeze mnie pozycje zdają się zaprzeczać opinii, że progressive „ma się dobrze”. Obyśmy nie byli świadkami wejścia w ślepy zaułek.
Zaloguj się by zagłosować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.
Wyświetlam: Oczekuje na 3 głosy (0)
Słaba
Dobra
Linki