|
CD 1- Subway - Thermal
- Tomas Barfot - Light Shine (Original Mix)
- An-2 - Road Through The Rain (Steve Bug Mix)
- Ame - Shiro
- Sneaker Pimps - Post Modern Sleaze (Salt City Mix)
- Adam Kroll Break 3000 - Discotronic
- Tantra - Hills Of Katmandu
- Dj Nique - Mission Tf017
- Olaf Pozsgay - Like A Virgin
- Silicone Soul - Les Nocturnes
- Mimosa - End Of Me (Original Mix)
- Atomphunk - Boogie Down (Kneedeep Mix)
- Bent - Exercise 5
CD 2- Dennis Desantis - Thin Air
- Codebase - Seek And Destroy
- Dennis Desantis - Hiatus
- Sid Lerock - Bulldozer (Original)
- Steve Barnes - Cosmic Sandwich
- Wighnomy Bros - Wurze & Blusse
- Mateo Murphy - Latin Lover
- Boogie Drama - Stalkers Groove
- Drama Society - Crying Hero (Tiga Mix)
- Bobby Peru - Blood Money
- Unit 4 - Bodydub (Tiefschwarz Mix)
- Solid Gold Playaz - Le Soul Afrique
- Ashtrax - Freeload (Free Love)
- Bryan Zentz - Redfield
- Greens Keepers - Keep It Down
- Throbbing Gristle - Hot On The Heels Of Love (Simon Radcliffe Remix)
|
|
|
Nie będę ukrywał, że na samą wieść o tym, że to Danny Howells nagrywa 27. Global Undergound, ciśnienie krwi lekko mi podskoczyło. Jego „24-7” była płytą genialną, w dodatku także inspirowaną Miami, więc spodziewałem się dzieła co najmniej tak dobrego. Skończyło się jednak dylematem – nie wiem, która z tych płyt jest lepsza! Na „Miami” nie mamy już części przeznaczonej raczej do leżenia, jaką była CD1 „24-7”. Tym razem oba kompakty zdecydowanie zapraszają do tańca. Pierwszy to muzyka, jaką Danny zagrałby koło 8 rano na tarasie Space i nie sposób oprzeć się wrażeniu, że autor tej kompilacji uwielbia się czasem rozmarzyć. Po raz kolejny umieszcza niesamowity hymn do słońca, którym tym razem jest „Light Shine” i w podobnym, ciepłym, deep house’owym i seksownym tonie prowadzi całą płytę do samego końca. Niezwykłe, jak zdołał melodyjne utwory, stanowiące osobne i wyjątkowe całości, połączyć w set, którego słuchać na wyrywki nie sposób. To znaczy – da się, ale wtedy te kawałki brzmią dużo słabiej. CD 2 to propozycja na nieco wcześniejsze godziny poranka – jest mroczniej, bardziej hipnotycznie i mniej piosenkowo. Po pierwszych trzech numerach, niejako przeprowadzających nas za rękę z pierwszej płyty, nadchodzi niesamowity i chory zarazem „Cosmic Sandwich”, po którym nie ma już odwrotu. Odwrotu od najlepszego house’u w odmianach przeróżnych. Mocno imprezowo i niemal przebojowo robi się za sprawą tak świetnych produkcji jak „Stalkers Groove”, „Freeload (Free Love)” czy „Keep It Down”, które w połączeniu z doskonałą robotą Tigi i Tiefschwarzów tworzą kilkadziesiąt minut wspaniałej muzyki. W „Podsumowaniu 2004” narzekaliśmy, że Global Underground się w kompilacjach nie wykazał. „Afterhours 2” w połączeniu z kunsztem Danny’ego Howellsa totalnie zmieniają ten obraz. Komentarze[3]
Dodaj komentarz
|