Brass Monkey to najnowszy projekt Graeme’a Laverty’ego, jednego z czołowych brytyjskich producentów szeroko rozumianej muzyki progresywnej. Mimo, iż nie jest to postać tak znana na muzycznej scenie jak chociażby James Zabiela, to jest to producent, z którego twórczością zdecydowanie warto się zapoznać. Okazji ku temu dostarczają głównie dwie należące do Graeme’a wytwórnie, dzięki którym światło dzienne ujrzało wiele różnorodnych, oryginalnych numerów, stale goszczących w case’ach topowych DJ-ów z całego globu. Nie bez powodu wymieniłem wcześniej nazwisko Jamesa Zabieli, jednego z najbardziej obiecujących didżejów młodego pokolenia, którego umiejętności podziwiać można m.in. na wydanej przez nieistniejące już dziś Hooj Records kompilacji „Sound in Motion”. Otóż Zabiela, wraz z Paulem Sidolim – znanym z występów w klubach takich jak Pacha, Space czy Turnmills – założył nowy label o wdzięcznej nazwie ‘Hearing Aid Records’. Nadrzędnym celem obu panów stało się wydawanie tylko i wyłącznie płyt pod względem jakości wyjątkowych, dzięki którym zapewnią sobie odpowiednią reputację na rynku, a fani zyskają w postaci nieszablonowych, przełomowych produkcji. Pierwszym krokiem na drodze do wypełnienia tego jakże ambitnego zadania jest ‘Big Ride’ – singiel, którym Hearing Aid debiutuje na rynku, a Brass Monkey kłania się szerszej publiczności swoją drugą już płytą. Czy duet Zabiela i Sidoli obrał właściwą drogę? Pierwsze sekundy otwierającego wydawnictwo oryginalnego miksu zdają się potwierdzać, że warto było czekać na pierwszą 12” z nowego labela. Spokojna, nieskomplikowana z pozoru linia basowa oraz powtarzające się, uwięzione wręcz strzępy melodii wprowadzają nieco niepokojącą, lecz jednocześnie hipnotyzującą i senną atmosferę. Dochodzące do tego coraz to liczniejsze efekty w postaci grzechoczącej perkusji oraz śmielszych aranżacji dodają całości nader interesujący charakter, a jednocześnie subtelnie zwiększają tempo, zwiastując zbliżający się nieuchronnie moment, kiedy wszystkie akumulujące się stopniowo składniki wybuchną, tworząc lawinę wspaniale ułożonych i zgranych dźwięków. Poprzedzona wybijającymi się na pierwszy plan zsamplowanymi skrzypcami eksplozja ostatecznie porywa odbiorcę na tytułową wielką przejażdżkę; wyprawę, która dzięki przemyślanemu budowaniu klimatu i dozowaniu emocji na długo pozostaje w pamięci. Znajdujący się na odwrocie breakowy remiks nie różni się diametralnie od swego pierwowzoru – nie ma się z tego powodu specjalnie co dziwić, gdyż oryginał pod każdym niemal względem stanowi spójną, zwartą całość, którą trudno jeszcze bardziej wzbogacić czy ulepszyć. Przejście na połamane bity nie tylko nie zaszkodziło utworowi, ale także pozwoliło dostrzec jego niezauważalne wcześniej aspekty. Druga wersja jest zdecydowanie bardziej spokojna, mimo jeszcze większej różnorodności dźwięków „Breaks Mix” wydaje się być niejako stonowany, czy wręcz wyciszony. Klawiszowe wstawki i dodatkowe sample uatrakcyjniają i tak już nieomal perfekcyjnie uzupełniające się elementy numeru, który kończy się w podobny sposób jak się zaczął. Trudno nie stwierdzić, że pierwsze wydawnictwo, które wypłynęło na rynek dzięki Hearing Aid Records, odniosło znaczny sukces jeśli chodzi o stronę artystyczną. Podobnie jak przyszłość tej wytwórni, równie ciekawie zapowiadają się kolejne produkcje Graeme’a Laverty’ego, który ‘Big Ride’ potwierdził swoją wysoką klasę oraz fakt, że należy do najbardziej utalentowanych twórców. Zabiela wraz z Sidolim dali dowód swych wysoko sięgających aspiracji, a Hearing Aid stał się labelem, którego nadchodzące wydawnictwa będzie się wyczekiwało na długo przed premierą. Znakomity start! Komentarze[1]
Dodaj komentarz
| Pokrewne artykuły |
|
Graeme Laverty (Wielka Brytania)
|
| Recenzje: |
| 12": Montero - Captain Hook |
| na Renaissance (22 sie 05) |
Hearing Aid (Wielka Brytania)
|
|