|
- Sebastien Leger - Mooguno
- Upfade - Friday Loops
- Mongoose 1 - Synth Song
- Arcade Mode - Ain'T No
- Overstreet - Lose Yourself (Atfc)
- Moonbootica - Bulldog Beats
- Skylark - When In Rome
- T And F Vs. Moltosugo - La Serenissima
- Sebastien Leger - Electric
- Mashtronic - Supernova
- Rowan Blades & Chris Lake – Malteser Geezer (Big Mince Mix)
- Paolo Mojo – 1983
- Torley Wong - Xristophan (Fair And Masiello Mix)
- Lifelike - Waves (Instrumental)
|
|
|
„Original Series” w odsłonie numer 3 prezentuje kanadyjski DJ i producent Luke Fair. Luke i Desyn Masiello, który rozpoczął serię, depczą sobie nazwajem po palcach. Wspólnie nagrywali swoje pierwsze kompilacje dla Yoshitoshi, grali w tych samych klubach przez kilka miesięcy, żeby w końcu w jednej chwili zdobyć kontrakt na ten sam tytuł dla Bedrock. Zbieg okoliczności? Nie. Zarówno Desyn jak i Luke są teraz najmocniej promowanymi nazwiskami przez Johna Digweeda, właściciela wytwórni. Obaj młodzi, energiczni, ze świeżym i oryginalnym podejściem do selekcji muzyki. Oraz do miksowania, ale o tym niżej. Spotkanie z płytą Faira jest jak wejście do klubu w środku nocy. Nie ma mowy o łagodnym wprowadzeniu, jest za to „Mooguno” Sebastiana Legera – utwór, który najlepiej oddaje muzyczne upodobania Kanadyjczyka. I dalej, numer za numerem, pojawiają się kolejne house’owe miotacze. Taneczne monstra, przy których każdy parkiet świata oszaleje, dają chwilę oddechu dopiero przy „When In Rome” Skylarka. Od tego momentu album zmienia nieco kurs i staje bardziej wyrafinowany muzycznie. Słucha się go z narastającym zainteresowaniem, choćby przez kilkanaście minut. A cuda? Dla mnie rządzi tu niepodzielnie zremiksowany przez ATFC Overstreet, ale warto na dłużej zatrzymać się przy obu numerach Legera, post vivaldowskiej „La Serenissimie” oraz własnej i Masiello interpretacji utworu „Xristophan”. Czy wobec tego jest to płyta doskonała? Niestety nie. Mam wrażenie, że Luke uparł się na te, a nie inne numery i w efekcie mało który miks jest płynny, głównie przez zupełnie różne tonacje utworów. To nie jest kompilacja, na której następujące po sobie kawałki tworzą w efekcie jedną całość. Mało tego, momentami sprawdzałem, czy mój odtwarzacz gra te numery w dobrej kolejności! Pozycja jednak dobra, szczególnie jak na kiepską europejską wiosnę w tym roku. Jednak po promocyjnych setach „Spring” i „Fall” spodziewałem się tu prawdziwej bomby, a zostałem zaledwie lekko szturchnięty.
Komentarze[2]
Dodaj komentarz
|