Dla wszystkich, którzy nie mieli jeszcze okazji zetknąć się z dziełami z gatunku tzw. „muzycznych wędrówek” pojawiło się właśnie nowe panaceum - sygnowany przez wytwórnię Global Underground srebrny krążek z etykietą Pako & Frederik, „Atlantic Breakers”.
Jak można spodziewać się już po samej nazwie, tym razem przyjdzie nam brać udział w muzycznej wyprawie przez Atlantyk prowadzonej przez dwójkę holendrów – Pako (Sekander Raisani) i Frederika (Frederik Borgesius) Rozpoczynamy od Intro (zawierającego sample z Odysei Kosmicznej 2001), które pełni tu rolę adekwatną do roli prologu w dobrej powieści - nie tylko wprowadza do przyszłych wydarzeń, ale także ukierunkowuje słuchacza na właściwy tor myślenia i percepcji. Ten zaś nierozerwalnie łączy się ze spokojnymi, pełnymi tajemniczości i melancholijnymi klimatami znanymi chociażby z takich produkcji, jak GU:24 Nick’a Warrena. Właśnie taki subtelny charakter mają pierwsze trzy utworu prezentowane przez Pako & Frederika. Jeśli zdecydujemy podciągnąć pod tę kategorię kolejne dwa kawałki, to otrzymamy komplet tworzący pierwszą część tej płyty. Pod względem muzycznym dzieli się ona bowiem wyraźnie na odrębne opowieści: pierwsza ma charakter typowo chilloutowy, w drugiej przeważają utwory o większym ładunku energetycznym. Całość zamyka spokojny, pełniący zarazem funkcję outro - „Make Me”. Przejdźmy jednak do szczegółów…
Uduchowione, głębokie, a zarazem dynamiczne – tak przedstawiają się pokrótce pierwsze numery z krążka „Atlantic Breakers”. Już od początku albumu uwagę słuchacza przykuwa doskonale pracująca sekcja, w której zdecydowanie wyróżnia się bas. Potęguje on dodatkowo wrażenie, że oto na wydawnictwie tym mamy do czynienia z żywymi instrumentami. Jak się jednak okazuje nie jest to zasługa zespołu muzyków studyjnych, lecz innowacyjnego urządzenia o nazwie BRM (Bass Rumble Machine) wymyślonego niedawno przez Japończyków. Niewielkim mankamentem tej bardzo udanej części płyty jest przesadne miejscami eksponowanie scratchów, które w takim wydaniu bardziej pasowałyby do jakiejś kapeli z Motown niż do twórców muzyki elektronicznej. Szczególnie widoczne jest to w utworze „O – Group”. Jeśli chodzi o najlepsze fragmenty tej części to wyróżniłbym tutaj „Timeflex” i „45 minutes”. Pracy perkusji w tym drugim nie powstydziłby się żaden rockowy pałker. W skali całego albumu jest to jeden z moich faworytów.
Wraz z „Pintan Alley”, kolejnym z ciekawszych numerów na płycie, nadciąga zwiastun zdecydowanych zmian. Budzący wewnętrzny niepokój kawałek, dorównuje siłą swej wymowy ścieżkom dźwiękowym filmów katastroficznych. Bardzo ciekawy fragment, po którego usłyszeniu kolejne owoce pracy twórczej Pako i Frederika staja się coraz trudniejsze do przełknięcia. Trzeba się do nich chyba stopniowo przekonywać, bo nie smakują równie dobrze jak cała reszta. Jedynie wydany na singlu „Systematic” jest tu niewielkim wyjątkiem i wyróżnia się w tym nienajlepszym towarzystwie. Następujący po nim kawałek, którego celowo nie wymienię tu z tytułu, jest w mojej opinii zwykłym nieporozumieniem. Prymitywne zapchajdziury nie zasługują na komentarz.
Ostatnią część naszej wędrówki otwiera znany już szerszemu gronu utwór „Western Approaches”, który przeżył swoje dni świetności w 2002 roku, kiedy to ukazał się na winylu. Nie będę się więc o nim zbytnio rozwodził – wystarczy jak napiszę, że to solidny kawał muzyki. Wspomniane wcześniej siedmiominutowe outro, stopniowo wycisza nastrój i prowadzi nas do końca zaserwowanej przez Pako & Frederika transatlantyckiej podróży.
Ogólna pozytywna ocena w przypadku tego wydawnictwa jest nieodzowna. Warte podkreślenia jest szczególnie to, że album ten polecić mogę w zasadzie każdemu. Nawet tym, którzy nie do końca interesują się muzyką elektroniczną. Starzy wyjadacze na pewno znajdą dla siebie coś ciekawego, lecz nie oszukujmy się -wycieczka na miarę „Northern Exposure” to, to nie jest.
Zaloguj się by zagłosować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.
Wyświetlam: Oczekuje na 3 głosy (2)
Słaba
Dobra
Linki