|
| Wytwórnia: | Fabric | | Data wyd: | 14 lis 05 | | Nr kat: | FABRIC49 | | Recenzent: | Sebastian Napora | | Data rec: | 10 lis 05 | | Format: | CD | | Ocena: |       |
|
|
- Yang Yang Twins - Wait [The Whisper Song] - Tvt Records
- Carl Craig - Angel (Caya Dub) - Planet E
- Trickski - Sweat - Sonar Kollektiv
- Kerri Chandler - Bar A Thym - Nite Grooves/King St
- Just One - Love2Love [Phlash Edit] - Neroli Productions
- Megablast - Jupita [Stereotyp Remix] - Luv Lite Recordings
- Scott Grooves - The Journey - From The Studio Of Scott Grooves
- Africanism - Imbalaye - Yellow Productions
- Blaze/Uda/Barbara Tucker - Most Precious Love [Df Future 3000 Instrumental] Nite Grooves/King St
- Rayon - The Panther [Rubber Re-Edit] Crosstown Rebel Music/Rebelone
- Soundstream - 3Rd Movement - Soundstream
- Dark Comedy - Good God - Art Of Dance Records
- D’Malicious - Alive - Wave Music
- Pasta Boys - Limit - Disco Inn
- Dj Yoav B. - Energize - Wabi Sabi/Nomorewords
- Nick Petty/Shamus Coghlan - Crushing - Missing Unit
- Carl Craig - Darkness - Planet E
- Tokyo Black Star - Blade Dancer [Dixon Edit] - Sonar Kollektiv
|
|
|
Składanka numer 25, czyli korona pierwszej ćwiartki z pierwszej setki Fabric, przypadła w udziale Carlowi Craigowi, jednej z czołowych postaci sceny Detroit. Jego nazwisko wymawiane jest obok takich tuzów, jak Derrick May, czy Juan Atkins. Zaledwie tydzień temu nakładem Rush Hour ukazał się jego „The Album Formely Known as...”, lada dzień ukaże się kompilacja dla Fabric. Płyta utrzymana jest w klimatach dobrego house’u, przeplatanego wyważonym detroit techno... i nie tylko, ale o tym później. Mamy tu aż 18 dobrych numerów, a do tego kilka z nich, to całkiem niezłe piosenki. Mam tu na myśli psychodeliczny „Sweat” i zupełnie bałkańską „Jupitę”, którą Carl jakby chciał kontynuować muzyczne podróże po świecie, zgodnie z zamysłem Roba da Banka. Craig zahacza więc także o plemienne pieśni z Afryki i minimalizm z Izraela. Najmocniejszymi akcentami są tu niewątpliwie „Most Precious Love”, „The Panther”, i nieco już ograny, ale ciągle świetny „Alive”. Byłoby doskonale, gdyby nie zupełnie niezrozumiały dla mnie pomysł Craiga na wzbogacenie miksu własnymi popisami wokalnymi. Pokrzykiwania „clap your hands”, „uuuuuuuu” i „jeeaaa” w domowym odtwarzaczu brzmią co najmniej śmiesznie, żeby nie powiedzieć żałośnie... Muzyka – tak. Craig – nie.
Komentarze[3]
Dodaj komentarz
|