Switch to English versionStrona główna serwisuArtykułyWywiady z producentami i didżejamiRecenzje CD i winyliNowe wydawnictwaProducenci i didżejeImprezy, na które warto się wybraćForum dyskusyjneSety didżejskie do pobraniaGaleria zdjęćSłownik Pojęć ElektronicznychStopka Redakcyjna
Recenzja: Nathan Fake - Drowning in a Sea of Love
Info
Wytwórnia:Border Community
Data wyd:20 mar 06
Data wyd PL:10 kwi 06
Nr kat: 10BCCD
Recenzent:Sebastian Napora
Data rec:15 lut 06
Format: CD
Ocena:4.04.04.04.04.04.0

Lista utworów
  1. Stops
  2. Grandfathered
  3. Charlie'S House
  4. Bumblechord
  5. Superpositions
  6. Bawsey
  7. The Sky Was Pink
  8. You Are Here
  9. Falmer
  10. Long Sunny
  11. Fell


Nathan Fake - Drowning in a Sea of Love

Nathan Fake, jeden z młodych geniuszów odkrytych przez Jamesa Holdena w 2003 roku, zdołał od czasów słynnego „Outhouse” wydać zaledwie kilka pozycji. Przyznać trzeba jednak, że są to płyty wyjątkowe, którym ani recenzenci ani fani nie szczędzą pochwał. Styl, który uprawia stał się jednocześnie wizytówką Border Community, więc nikogo nie zdziwi, że jego debiutancki album wychodzi nakładem właśnie tej wytwórni.

„Drowning in a Sea of Love” wypełniony jest przesterowanymi, nasyconymi flangerem brzmieniami synthu, a w większej części jest ciemny, ponury i po prostu smutny. Wyjątek stanowią skomponowany na rockową nutę „Superpositions” i interesująco chaotyczny otwierający płytę „Stops”. Słuchając muzyki Fake’a odnosi się wrażenie, że do komputerowych programów obróbki dźwięku przeniósł „żywe” instrumenty. Szczególnie dużo czasu spędził nad perkusją, która brzmi i pracuje zupełnie jakby w prawdziwe bębny walił prawdziwy perkusista. Sekcja rytmiczna wywołuje szczególnie dobre wrażenie we wspomnianym już „Superpositions” oraz w „Grandfathered” i „The Sky Was Pink”. Te dwa ostatnie numery są zresztą najmocniejszą stroną płyty, co jednak trochę rozczarowuje, bo przecież oba świetnie już znamy. A pozostałe? Pozostałe w większości są kopią pomysłów grupy Boards of Canada, której zresztą Nathan jest ogromnym fanem. Szkoda tylko, że nie udało mu się uwolnić od wpływów swoich idoli, bo przez większość czasu mam wrażenie, że słucham właśnie ich.

Z jednej strony jest to świetnie brzmiące dzieło dopracowane do perfekcji w każdym calu. Z drugiej natomiast, czy można je nazwać albumem autorskim, skoro w większości bazuje na pomysłach innych? Według mnie ten debiut przyszedł za wcześnie.

triangleKomentarze[2]
Dodaj komentarz

Pokrewne artykuły

Nathan Fake (Wielka Brytania)
Recenzje:
12": Avus - Real
na Border Community (23 lut 04)
12": Nathan Fake - Outhouse
na Border Community (07 paź 03)
Border Community (Wielka Brytania)
Recenzje:
12": Fairmont - Gazebo / Gazelle (05 gru 05)
12": Avus - Real (23 lut 04)
12": Nathan Fake - Outhouse (07 paź 03)
Projekt i wykonanie: Sebastian Napora :: Wszelkie prawa zastrzeżone © 2003-2006 Sound Revolt