|
CD1- Apparat - Wooden
- Plastikman - Cor Ten
- Massive Attack Vs Mad Professor - Trinity Dub (Three)
- Kate Wax - Angel Blues
- Death In Vegas - Anita Berber
- Petter - Some Polyphony
- Vox Sola - Metro Pop
- Issikadis - Hotter Now (Stripped Down Mix)
- Holden - Lump
- Midimillz - Trace Function
- Harmonia - Watussi
- Holden - 10101
- Skugge & Stavostrand - Medean
- Nathan Fake - Charlie'S House (Apparat Mix)
- Lucky Pierre - Angels On Your Body
- Christ - Perlandine Friday
- Fennesz - Rivers Of Sand
CD2- Meta.83 - Opening Titles
- Paul Kalkbrenner - Gebrunn Gerbrunn
- Motiivi:Tuntematon - 1939
- Malcolm Middleton - Solemn Thirsty
- Aphex Twin - Xtal
- Milky Globe Vs Holden - Sun Spots
- Kalabrese - Aufm Klo
- Lazy Fat People - Big City
- Water Lily - Lottotron Reboot
- Trans Am - Cold War (War Is Stupid Mix)
- Slag Boom Van Loon - Poppy Seed (Boards Of Canada Reprise)
- Egoexpress - Live At Sirius Prime
- Black Strobe - Nazi Trance Fuck Off! (Holden Mix)
- Plastikman - Cor Ten
- Afx - Every Day
|
|
|
James Holden zaczynał karierę najpierw jako producent, dopiero potem postanowił zostać DJ-em. Jego kompozycje stale wyznaczają nowe trendy w muzyce house, a poprzednia kompilacja „Balance 005” stała się podręcznikiem miksowania akordowego i zapewniła mu miejsce wśród nalepszych didżejów na świecie. I rzeczywiście, mimo tego, że James potrafi przez okrągły rok grać te same numery, warto na imprezę z nim się wybrać. Czy warto kupić jego najnowszą płytę „At the Controls” - to już zupełnie inna kwestia. Przejście przez początkowe 30 minut CD1 jest prawdziwą torturą. Holden, zamiast budować napięcie, utrzymuje słuchacza w śpiączce przez pierwszych 5 utworów, z kulminacyjnym momentem dołującym przy Death in Vegas. Sytuację ratuje dopiero „Some Polyphony” Pettera, ale mimo wszystko mam wrażenie, że ktoś na siłę chce wywrócić mnie na lewą stronę. Płyta odmienia się wraz z produkcjami Holdena, Midimillz i Apparata (genialny remiks „Charlie’s House”, absolutny numer 1 na całym albumie). Warto też wspomnieć o fantastycznym przejściu ze wspomnianego „Charlie’s House” w „Angels on your Body” – takiego Holdena chciałem słuchać! Druga płyta zaczyna się obiecująco i - w przeciwieństwie do pierwsze odsłony - z każdym kolejnym wprowadzanym numerem robi się coraz ciekawsza. Szkoda może, że doskonałą serię trzech genialnych niemieckich produkcji przerywa koszmarna ballada Middletona, która pasuje tu jak świni pawie pióra. Po tej fatalnej wpadce, płyta dalej obraca się swoim leniwym życiem i w zasadzie można się w tej sielance zatopić, ale także zapomnieć, że się czegokolwiek słucha. Z letargu wyrywa dopiero brawurowo zremiksowany przez Holdena „Nazi Trance Fuck Off”, ale ten numer przecież znam już na pamięć. O ile kiedyś James Holden był prekursorem, to teraz miota się gdzieś między Londynem a Berlinem szukając czegoś dla siebie. Siląc się na oryginalność, dał się niestety ponieść fali boomu na niemiecki przemysł fonograficzny, z którego produktami on sam najlepiej sobie nie radzi.
Komentarze[5]
Dodaj komentarz
|