Nicolas Matuszczak, ze swoim nieśmiałym uśmiechem, łysiejącym czołem i skromnymi okularami - mimo polsko brzmiącego nazwiska – wygląda mi na typowego Francuza i przykładnego ojca rodziny. I rzeczywiście, przez ostatnie miesiące Matzak zajmował się głównie córką, w wolnych chwilach tworząc swój pierwszy autorski album.
„Life Beginnings” nie brzmi ani po francusku, ani po polsku – umiejscowiłbym ten album raczej gdzieś między twórczością Holdena, Fake’a i Extrawelt – ale tak pozytywnej w wyrazie muzyki u tych artystów się nie spotka. Album Matzaka został przygotowany tak, aby spodobał się natychmiast. Mało tego, jest przebogaty w urzekające melodie, więc niezwykłych do obcowania z lukrem może nawet zabić. Mnie krzywdy nie zrobił, ale przyznam, że pierwsza, przebojowa część płyty (pomijając „Lamuerte” i „Girl in Water”) mocno już mnie zmęczyła. Chętnie wracam natomiast do nieco skromniejszych, przez co naprawdę pięknych utworów „Real Fusion” i „Puzzle Bubble”.
Mimo, że trochę ponarzekałem, z przyjemnością zaliczam Matzaka do grona tych artystów, którzy z pomocą komputera tworzą nie tylko patterny z dźwięków, ale przede wszystkim prawdziwą muzykę.
Zaloguj się by zagłosować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.
Wyświetlam: Oczekuje na 3 głosy (0)
Słaba
Dobra
Linki