|
- Begrüßung Und Buntspecht
- Afraid Of Seeing Stars?
- Uhu
- Adler
- Rote Waldameise
- Klangteppichverleger Wolle
- Goldammer
- Die Alpenstrandläufer Von Spiekeroog
- Feldgrille
- Björn Borkenkäfer
- Eistaucher
- Der Hecht Im Karpfenteich
- Gelbbauchunke
- Die Rotbauchunken Vom Tegernsee
- Nachtigall
- Gasthof "Zum Satten Bass"
- Rauhhautfledermaus Und Großer Abendsegler
- Der Buchdrucker
- Waldkauz
- Harzer Roller
- Stelldichein Des Westerwälder Vogelchores
|
|
|
Dominik Eulberg, ornitolog hobbista i producent techno w jednym, zrobił w ostatnich latach niewiarygodną karierę. Jego utwory były i są grane przez DJ-ów całej Europy, a on sam od trzech lat rok po roku nagradzany jest tytułem „najlepszego producenta” przez najróżniejsze pisma muzyczne. Całkiem słusznie zresztą, bo jego dotychczasowy dorobek znacząco wyróżniał się na tle innych produkcji techno. „Heimische Gefilde” niestety jednak rozczarowuje. Sam pomysł nagrania albumu inspirowanego odgłosami natury, dodatkowo przedzielanego opowieściami artysty o ptakach i lesie, wydawał się być interesujący, ale niestety nie wypalił. Po pierwsze, Eulberg mówi po niemiecku, więc mało kto w Europie go zrozumie, po drugie, muzyka, czyli powód, dla którego kupuje się płyty, jest na tym albumie krótko mówiąc słaba. Po obiecującym, mrocznym „Afraid of Seeing Stars?”, Dominik serwuje nam utwory równie skomplikowane, co melodie grywane przedszkolach na cymbałkach („Adler”, „Klangteppichverleger Wolle”). Przyroda nie jest tak prosta jak opisuje ją Eulberg. Ba, nawet sowa potrafi wydać z siebie więcej niż trzy różne dźwięki, więc zupełnie nie pojmuję zamysłu artysty. Są tu oczywiście i lepsze produkcje, jak „Die Alpenstrandläufer von Spiekeroog”, „Feldgrille”, czy „Harzer Roller”, jednak to za mało by ten album zaliczyć do udanych.
Komentarze[1]
Dodaj komentarz
|