|
CD 1- Z@P - Plumonito (Matias Muten Mix)
- David K - Three Arches (Original Dub)
- Kadebostan - Spirit Soldiers (Original Mix)
- Gel Abril - Very Wrong (Patrick Zigon Mix)
- Luke Hess - Omnipotent
- Reshuffle - Hedonism
- Nils Noa Feat. Dave Sinister - X-Rated (Christian Sol Mix)
- Danton Eeprom - To The Bone
- Deetron Feat. Dj Bone - Life Soundtrack
- Mario Zar & Marco Berto - Infrared
- David K - Three Arches (Samim Mix)
CD 2- Joel Mull & Sean Palm - Fluffer
- Onur Özer - Allegro Energico
- Ole & Polygon - Instinto Primario
- Dubfire - Ribcage
- Simon Baker - Confused
- Bushwacka! - Long Distance
- Adam Beyer - China Girl
- Steve Lawler - Violet
- Der Dritte Raum - Plutonium
- Remo Pres. Sidechainers - Steel 24
- Martin Eyerer & Oliver Klein - Tiflis
- Steve Lawler - Courses For Horses
|
|
|
Tak dawno nie czytałem niczego na temat Steve’a Lawlera, że byłem przekonany, że na tej kompilacji zetknę się z dużą ilością house‘u. Jednak po pobieżnym obejrzeniu tracklisty porzuciłem tę nadzieję. Okazało się, że w 2007 roku Steve Lawler gra techno i tech house, co jakoś szczególnie akurat dziwić nie powinno, ponieważ obecnie grają tak wszyscy. Tyle że jednym zdecydowanie dobrze to wychodzi, a drugim nie. „Viva London” wiele brakuje do bycia wydawnictwem idealnym. Przede wszystkim nie należy po kompilacji DJ-a, który stosunkowo niedawno przerzucił się na bardziej techniczne brzmienia oczekiwać, że usłyszy się na niej z ziemi wygrzebane kawałki zrobione przez producentów, o których się nigdy nie słyszało. I to jest właśnie największym mankamentem tej płyty - składa się praktycznie z samych ogranych do bólu hitów. Poza małymi wyjątkami w postaci „Spirit Soldiers” i „Confused”, wybranym przez Steve’a utworom brakuje głębi. Większość kawałków można by równie dobrze usłyszeć w każdym szanującym się klubie w Polsce. Co więcej, o ile pierwszego krążka słucha się całkiem nieźle, to drugiego już nie. Odbiór killerów parkietowych, takich jak mocno przereklamowany „Ribcage” (obecności, którego wybaczyć mi nie sposób), „China Girl” i „Tiflis” jest zdecydowanie gorszy, gdy słucha się ich w domu. Tego typu tracki zdecydowanie lepiej zostawić tam, gdzie najlepiej się sprawdzają, czyli na parkiecie. Legendy pokroju „króla” klubu Space na Ibizie powinny się bardziej starać.
Komentarze[2]
Dodaj komentarz
|