|
| Wytwórnia: | EQ Grey | | Data wyd: | 24 maj 04 | | Nr kat: | EQGCD009 | | Recenzent: | Łukasz Napora | | Data rec: | 27 cze 04 | | Format: | CD | | Ocena: |       |
|
|
Disc 1- Luke Chable - Into The Storm
- Fretwell - Faceless
- Kvk - Reality Theory
- Michael Lanning Feat Charity Havens - Bound For Ascension
- Blue Haze - A Time To Reflect
- Rhino Drum - Underground Sound
- Michael Burns - Sunshine In My Shadows
- Jacob Todd Feat Kevin Clark - Nothing Is Real
- Main Element - Delta Of Venus (Chris Salt Mix)
- Steve May - Open Day (Luke Chable Quakes & Craters Mix)
- Chimera - Natural High
- Slacker - Tutikinegi
- Shiloh - Mana
- Tilt Vs Quivver - I Know You'Re Afraid
Disc 2- Pavel Bidlo - My Pills
- Rennie Pilgrem - Coming Up For Air (Mara Mix)
- Ozgur Can - Connected
- Dirty German Feat Mirko Meyer - Be Together (Main Pass)
- Rhythm Unlimited - All I Wanna Do
- Pig & Dan - Basement
- Moonface - Our Prediction
- Mccp - Deeper Inside
- Musgrove & Mcgrath - Freakout
- John Graham & Jon Sutton - Cold Rush
- Chris Salt - Atmospheric Graffiti
- Ben Camp - New World
- Shpongle - Beija For
|
|
|
Zarówno Balance, jak i Anthony Pappa stanowią dla mnie wartości szczególne. Płyty z tej serii niejednokrotnie wprawiały mnie w zdumienie i wywoływały podziw, tak samo zresztą jak sam Anthony, którego miałem niezmierną przyjemność usłyszeć na żywo w Warszawie. Wydawać by się mogło więc, że szósta odsłona Balance to mariaż skazany na sukces. Jest dobrze, lecz przyznam, że oczekiwałem czegoś więcej. CD 1 to spokojny, atmosferyczny, progresywny breakbeat do posłuchania w domu. Jeśli ktoś spodziewa się, że dźwięki tej płyty przykują jego uwagę i nie puszczą do ostatniej minuty, to się myli. Ja sam byłem przez długi czas w błędzie. Muzyka na pierwszym krążku płynie w tle, zupełnie się nie narzucając. Za wyjątkiem „Sunshine In My Shadows”, który wokalem po prostu niszczy wszystko na swej drodze. Ja bardzo proszę: niech Michael Burns w końcu przestanie śpiewać! Naprawdę lubię większość jego produkcji, ale takie poczynania jak wymienione powyżej czy Cardboard „A Thought of You” niepotrzebnie psują jego wizerunek. Przynajmniej w moich oczach. Wracajmy jednak do płyty. Zaczyna się łagodnie i szybko prowadzi do wspaniałego połączenia utworów „Reality Theory” i „Bound For Ascension”. Nie mówię o żadnym mash-upie. Po prostu te dwa numery pasują do siebie doskonale, tworząc piękny i nostalgiczny nastrój. Nastrój, który wyraźnie przyśpiesza dopiero przy remiksie klasyka z katalogu Silver Planet, czyli „Delta Of Venus”. Chris Salt pokazał, że ma swój własny, unikalny styl i odwalił kawał dobrej roboty. Następnie mamy remiks „Open Day” Luke’a Chable’a, który owszem jest doskonały, lecz mam wrażenie, że znalazł się tu trochę na siłę. Nie powinno mnie to dziwić, bo wydał go przecież EQ Grey, niemniej jednak moment wmiksowywania go najnormalniej zgrzyta. Dodam, że to jedyny moment niedobrego połączenia dwóch utworów, bo Pappa jest w tej sztuce mistrzem. Do końca płyty zgrzytów już jednak brak, a miły, kanapowy klimat kończy groźnie brzmiący „I Know You’re Afraid”, który przygotowuje grunt pod drugą płytę. Płytę, na której Anthony Pappa wreszcie pokazuje pazury. Zaczyna mocno i kończy mocno, podając muzykę, której o nie przykuwanie uwagi posądzić nie można. Po genialnym „Coming Up For Air” w remiksie Mary przychodzi utwór, którego - po przejrzeniu tracklisty - posądzałem o wzbudzenie we mnie odruchu wymiotnego. A jednak nie! Osłuchany przeze mnie „Connected” zdaje się niezwykle dobrze wytrzymywać próbę czasu i nadal nie chce mi się znudzić. Są duże szanse więc, że znajdzie się w „Podsumowaniu 2004” Sound Revolt. Gdy dźwięki „Connected” znikają za horyzont, pałką po głowię dostaję tekstem z „Be Together” i jestem już pewien, że ja i Anthony mamy nieco inne spojrzenie na wokale. Gadający facet zupełnie psuje całkiem niezłą produkcję w stylu Steve’a Lawlera. Potem przychodzi – nie spodziewałem się, że kiedykolwiek to powiem – fantastyczny „All I Wanna Do”. Ten kawałek po prostu dobijał mnie odkąd dostaliśmy go od Silver Planet, lecz jakimś dziwnym sposobem w końcu zaczął mi się podobać. Po nim następuje mój ulubiony moment całego „Balance 006”, czyli wiercący dziurę w głowie „Basement” i absolutnie monumentalny „Our Prediction”. Tak dobre wrażenie robi na mnie jeszcze tylko „Atmospheric Graffiti”, co wcale nie znaczy, że poza nim druga połowa CD 2 nie jest godna uwagi. Cały krążek jest świetny i pomimo dużego zróżnicowania – bardzo spójny. Ja zdecydowanie wolę tańczyć niż leżeć na kanapie, więc CD 2 cenię sobie wyżej. Krążkowi pierwszemu brakuje trochę werwy, lecz dobrze się on sprawdza w domu przy nastrojowym świetle i z pilotem w ręku przygotowanym do użycia pod koniec pozycji szóstej. „Balance 006” to po prostu dobra kompilacja na każdą okazję. Komentarze[5]
Dodaj komentarz
|