|
CD1- Luke Vibert - Ambalek (Zabiela'S Delboy Edit)
- Diplomat - Number One Dj & Mc Crew
- Si Begg - Gangstas
- Elite Force - Peyote Road
- Hisham Samawi - Holding On
- Rob Mello Presents No Ears Dub Volume Ii - Fantasize' (No Ears Dub)
- Undeworld - Dark & Long (Zabiela'S Live Dub & Long Mash Up)
- Hisham Samawi - Spirals
- Smash Tv - Circuit Breaker
- Masket & Mullet - Forgive
- Atomic Hoolagan - Shine A Light (Lee Coombs Mix)
- Downpressor - Nine (Elite Force Mix)
- Sven Sarvarko - Transition
- Donacha Costello - Blue
- Jeff Bennett - Strange Item (Zabiela'S Tease Edit)
CD2- Southampton Sounds With Tardis Record Fuzz (Zabiela'S Homebaked Intro)
- Basic Pleasure Model / Psykosonic - How To Live (R3Volve Mix - Zabiela'S
- Cdjfx Dubit)
- Sound Alliance - C'Est La Dior
- Pj Davy - What It'S Worth
- Lincoln - Funky Odd Box
- Perc - Ice Cream For Kenton (Spartak Tek Dub)
- Diplomat - Zx Complex
- Future Funk Squad Vs Kraymon - Firewater
- Alex Arzeno & Ali Kay - A New Day
- Deetron - Don'T You Know Why (9000 Edit)
- Momu - Aduro (Blake Potter Main Mix)
- Quadsquad - Reach (Extended Vocal Version)
- Bt - Childhood Montage
|
|
|
Miało być pięknie. Jeden z moich ukochanych didżejów, autor wyprzedzającej nasze czasy kompilacji, „Sound In Motion”, wydać miał kolejny dwupłytowy, zmiksowany całkowicie na żywo album na Renaissance. Oczekiwanie dodatkowo podsycone fantastycznym występem w Sopocie sięgnęło rozmiarów niebotycznych. I co? Z przykrością stwierdzam, że bańka niestety pękła, bowiem z Zabieli, którego płytom poświęcałem setki godzin zostało niewiele. Nie będzie tu 7 tysięcy znaków jakich w „Laifie” potrzebowałem do opisania „SIM”. Z „ALiVE” obejdę się dużo krócej. Ze wstępu mogłoby wynikać, że jest tragicznie. Otóż nie – jest słabo jak na Jamesa Zabielę. Jak się ustanawia jakieś standardy, to trzeba się liczyć z surowszymi kryteriami oceny. Takim kryteriom CD 1 udaje się sprostać niestety tylko chwilami. Chociaż bardziej właściwie będzie powiedzieć, że to niezła całość przerywana jest kiepskimi momentami. Tak jest w przypadku dużo za długiego mash-upu Roba Mello z Underworld i dość jednostajnej młócki trwającej od „Nine” do „Blue”. Doskonały „Strange Item” działa przy nich jak Fenistil w żelu. I to nie jedyny wspaniały utwór z tej płyty, której jednak z trudem słucha się w całości. Nieco Kraftwerkowski „Circuit Breaker” i ultramocny „Forgive” to perełki, które doskonale bronią się same i sprawiają, że krążek pierwszy będzie od czasu do czasu lądował w moim odtwarzaczu. Całości jednak zdecydowanie brak pazura, czyli tego co kazało mi tęsknić za każdą sekundą „Sound In Motion” i wielu innych wyjątkowych setów. Sytuację ratuje trochę odsłona druga, której drapieżności i przykuwania uwagi odmówić nie sposób. Płyta rozkręca się po mistrzowsku: od wprawiającego w osłupienie „C’est La Dior”, przez pompujący „Funky Odd Box”, aż do fenomenalnego techno finiszu wieńczącego cały album. Wiem, że jest tam jeszcze kawałek „Reach” i produkcja BT, lecz wybacz – Pet Shop Boys nie będę recenzował na łamach tego serwisu. „ALiVE” kończy się dla mnie na „Aduro”, a James pokazał, że da się zagrać tak, żeby w domu chciało się skakać po ścianach. Przykro mi, że nie jestem entuzjastą „ALiVE”. Gdybym usłyszał CD 1 na imprezie, z pewnością piałbym z zachwytu. Jednak albumy kierują się nieco innymi prawami i to, co o drugiej w nocy wprawia parkiet w ruch, w domowym fotelu potrafi zanudzić. Choć z drugiej strony CD 2 zdaje się przeczyć tej regule. Abstrahując od samego odbioru płyty nie należy zapominać jednak, jak świeżą muzykę gra James i jak odróżnia się on od reszty didżejskiego światka. Wielu utworów nawet nie próbowałem nazywać – niech Zabiela i dźwięki, które gra rozwijają się bez słownych barier i recenzenckich szufladek. Na razie idzie im naprawdę świetnie! Komentarze[4]
Dodaj komentarz
|