|
Disc 1 - Day- Honeyroot - Starshine
- Nor Elle - Desert Storm
- Headman - Headman
- The Black Dog & Black Sifichi
- Invisible Things (Mescalito'S Mix)
- Static - Promesse De Bonheur
- Static - Cruising
- Funckarma - Noir
- Subtonal - Electricite De Nuit
- Telefon Tel Aviv - Sound In A Dark Room
- Will Saul - Fast Lane (Fink Remix)
- Sideshow - Sound Of Today
- Fresh Moods & Samuel Andrews - Price
- Kaito - Release Your Body
- Dj Shadow - You Can'T Go Home Again
Disc 2 - Night- Bent - An Ordinary Day
- Sam Paganini - Into Africa
- Iz & Diz - Love It Remix It (Fred Everything Remix)
- Celestial - Harijan
- Vince Watson - Bubbles (Loudeast Mix)
- Sexonwax - Keep It Real
- Princess Superstar - Do It Like A Robot (Acapella)
- Subtonal - Shibuya
- The Idiots - Rush
- Heiko Laux - The Silent Bass
- Octex - Emergon
- Dibaba - Hold You (Agoria 'Bear' Remix)
- Subverter - Apertures
- Laurent Garnier - Sambou
|
|
|
Bez cienia wątpliwości jedna z najbardziej przełomowych pozycji wydanych przez GU w ostatnim czasie. Na tym można by zakończyć omawianie 24:7 Danny'ego Howellsa - sposób, w jaki ukazał on swoją muzyczną pasję urzeka. Bogactwo dźwięków, różnorodne gatunki, fenomenalny dobór utworów oraz nienaganna technika miksowania czynią z nowego wydawnictwa spod znaku GU kompilacje, która - podobnie jak #24 - na długo pozostanie w pamięci fanów. Połączenie stylów zaprezentowane na obydwu płytach to po prostu poezja - rzadko kiedy udaje się artystom taka sztuka bez wpływu na atrakcyjność całego miksu. Co zrobił Danny? Nadał całości taki 'flow', że trudno przeskoczyć jakiś numer czy przerwać słuchanie płyty przed jej zakończeniem. Wszystko pasuje niemalże idealnie. Co ciekawe, na tym samym, najwyższym poziomie stoją obydwie płyty - mimo, iż znacznie się od siebie różnią. Pierwsza to ogólnie rzecz ujmując downtempo. Nie sposób jednak doszukać się takich brzmień, jakie można usłyszeć np. na GU#24 - idea chill-outu ukazana przez Howellsa nie porywa tak jak typowo ambientowe płyty. W żadnym razie nie jest to wada - swoje zadanie spełnia perfekcyjnie. Zamiast kosmicznych podróży zaserwowano na niej "poranne", senne wręcz dźwięki, których słucha się z nie mniejszą przyjemnością jak chociażby wspomniany #24. Nie ma sensu wymieniać wyróżniających się numerów - cala piętnastka uzupełnia się wzorowo, tworząc nierozerwalną całość. Z przyspieszających już pod koniec pierwszej płyty klimatów przenosimy się bezboleśnie na drugą część wydawnictwa. Za sprawą genialnego wręcz 'An Ordinary Day' autorstwa Bent odnosi się wrażenie, że jest to kontynuacja wibracji z CD nr 1. Nie trzeba jednak długo czekać aż z tego błędnego wyobrażenia wyprowadza tribalowy numer Sama Paganiniego o wiele mówiącej nazwie 'Into Africa' - dalej jest jeszcze lepiej. Dudniące afrykańskie rytmy zastępowane są momentalnie ciepłymi, funkującymi house'owymi brzmieniami Iz & Diz, które z kolei ustępują zaraz miejsca "właściwym" już GU progresywnym utworom, które otwiera Vince Watson z 'Bubbles'... I tak już pozostaje do końca - raz za razem Danny wzbogaca miks dorzucając kolejne oryginalne tracki. 'Rush' - The Idiots rozpoczyna punkt kulminacyjny całego, dwupłytowego dzieła, które zwieńczone zostaje atakującym uszy i umysł 'Sambou' Laurenta Garniera (tak, nawet ten pan znalazł się na 24:7 Howellsa). Nietaktem byłoby nie wspomnieć o takich numerach jak 'The Silent Bass' Heiko Laux oraz męczony ostatnio niemiłosiernie (całkiem słusznie zresztą) remiks Agoria Bear 'Hold You' Dibaby, które nadają kolejny wymiar i tak już niezwykle eklektycznej kompilacji. Nowa seria rozpoczęta przez rzucającą na kolana muzyczną wizję Danny'ego Howellsa zapowiada się fenomenalnie. Lee Burridge będzie miał olbrzymie trudności by osiągnąć poziom, który wyznaczył jego poprzednik - sam wątpię by udało się stworzyć coś jeszcze bardziej oryginalnego, fascynującego i kopiącego w głowę niż 24:7 nr 001. Choć oczywiście mogę się mylić, czego z pewnością nie będę żałował. 24:7 jest kompilacją, którą po prostu trzeba mieć - POLECAM! Komentarze[1]
Dodaj komentarz
|